Czy nowy Pan Kleks jest dobry dla dzieci? Dlaczego film zebrał negatywne recenzje? Lektura szkolna, która poruszała wyobraźnię!
Oczekiwania względem kultowego filmu „Akademia Pana Kleksa” były ogromne. Na premierę filmu czekali nie tylko dzieci, ale również ich rodzice, którzy wychowywali się na świecie ekscentrycznego nauczyciela. Dlaczego zatem Pan Kleks, w którego wcielił się Tomasz Kot, nie może wzbudzać niesmak? Porównujemy obie wersje filmu!
Granica dla różnorodności
Książka „Akademia Pana Kleksa” Jana Brzechwy pojawiła się w 1946 roku. Po 37 latach (1983), do kin trafił film fabularny w reżyserii Krzysztofa Gradowskiego z udziałem niezastąpionego Piotra Fronczewskiego. Z opowieści rodziców i fanów uniwersum Ambrożego Kleksa, film był oderwaniem od szarości lat 80-tych.
To logiczne, że po 40 latach wiele się zmieniło w postrzeganiu świata, a aktualne tematy i poprawność polityczna narzuca na filmowców przerobienie niektórych elementów. Niemniej jednak w 2023 roku moim zdaniem doszło do profanacji, w których nie uszanowano oryginału, jakim jest tekst napisany przez Jana Brzechwę, ani tym bardziej wartości kulturowej, którą Pan Kleks był dla osób, wychowanych na tej bajce.
Owszem, film nie jest w stanie odzwierciedlić książki 1:1, aczkolwiek z możliwościami w 2023 roku, montaż był w stanie zrobić to zdecydowanie lepiej. Po obejrzeniu nowej wersji moim zdaniem za chęcią unowocześnienia opowieści zabrakło narracji, która umożliwiłaby zrozumienie, o co w tym Kleksie chodzi? Dlaczego tylko Ada mogła coś zmienić, skoro wszyscy możemy to samo, bo powiązane jest to z więzami krwi? Film w kilku momentach przeczy samemu sobie.
Pan Kleks i kontrowersje
Jest pewna kwestia, która nie daje mi spokoju od lat, a myślę, że ten wątek wyciąga się w przypadku Akademii Pana Kleksa przy każdej okazji. Scena nagich chłopców kąpiących się pod drzewem w sypialni wywołuje szok pomimo lat. W Polsce wszystko, co związane z nagością wzbudza kontrowersje. Naturyzm często myli się z ekshibicjonizmem lub nadaje mu takie znaczenie, a o nagich saunach praktycznie się nie mówi. Według mnie właśnie z tych powodów w Polsce nie ma kultury wolnego ciała, akceptowania siebie, a rozebranie się przed osobą tej samej płci wywołuje w nas odrazę. Dlatego moim zdaniem w tej scenie nie ma nic oburzającego, a wręcz przeciwnie, pokazuje, że wszyscy wyglądamy podobnie i nie ma się czego wstydzić. Owszem trzeba być ostrożnym, ale to temat na inną dyskusję.
W nowej wersji nikt normalny nie wyczekuje pokazywania absolutnie każdej kwestii życia w akademii (w tym kąpieli), ale to, jaki niesmak pozostawia kilkukrotne przypominanie, że Szpak Mateusz nie potrafi kontrolować zwieraczy, był ochydniejszy od tych kąpiących się dzieci, a o zażenowaniu na myśl o scenarzystach, nawet nie chcę wspominać. Oryginalny Pan Kleks był kulturalną historią, a o kulturze i manierach jeszcze wspomnę.
W związku z oryginalną wersją filmu „Akademia Pana Kleksa” z 1983 roku narosło jeszcze kilka kontrowersji. Pan Kleks zapraszał do akademii tylko chłopców na literę A. Jasne jest, że w obecnych czasach wiele się zmieniło i akademia musi przyjmować również chłopców, ale oczywiście świat może uratować tylko dziewczynka, a chłopiec może jej jedynie w tym towarzyszyć. W filmie z 2023 roku jedyny chłopiec, z którym Ada się próbuje zaprzyjaźnić, dodatkowo musi wszystko utrudniać, być introwetrykiem, gubić się i przy okazji jedynie zaoferować zawód głównej bohaterce, bo przecież dlaczego to chłopiec miałby być zawiedziony decyzją czy trudnością dziewczynki?
To, co szczególnie razi mnie w dzisiejszych filmach, to próba dopasowania się do każdego. Według Jana Brzechwy do Akademii byli zapraszani wyłącznie chłopcy w podobnym wieku. Gdy byłem dzieckiem, bajki były dopasowywane pod upodobania dziecka. Generalnie chłopców nie interesowało Monster High, a dziewczynki np. nie szczególnie rozumiały fenomen Pana Kleksa. Oczywiście nic nie mam do chłopców lubiących My Litte Pony, czy dziewczynek zafascynowanych robotami Transformers. Oglądając nową wersję „Akademii Pana Kleksa”, brakowało jeszcze, aby Pan Kleks miał męża, z którym nadzorowałby akademię, a lekcje prowadzili nowi bohaterowie odgrywani przez aktywistów LGBT. Chociaż inni nauczyciele też pojawili się w szkole (mnich, Irańczyk), to to pomieszanie z poplątaniem było męczące.
Niemniej w dzisiejszym świecie brakuje mi dopasowania do czasu i miejsca. W następnym filmie reżyserii Macieja Kawulskiego nie byłbym zaskoczony, gdybyśmy zobaczyli Krzyżaków, których rycerzami byłyby czarnoskóre kobiety, a na ich czele stał japoński mnich, bo przecież tak nakazuje kręcić dzisiejsza kinematografia. ABSURD!
Pan Kleks jako autorytet
Osobiście Pan Kleks był dla mnie wzorem nauczyciela, który mógłby uczyć w realnej szkole. Film z 1983 roku ostrożnie poruszał się pomiędzy fikcją, a tym co realne. Brak dzisiejszych możliwości wykorzystania efektów komputerowych sprawił, że twórcy filmu byli zmuszeni poruszać wyobraźnię na tym, co nas otaczało. Rzeźba z dorysowanymi oczami, kolorowa brama przed słynną akademią czy lusterka, na których Pan Kleks oglądał sny swoich uczniów.
Piotr Fronczewski miał wyzwanie, ponieważ musiał stworzyć postać przyjazną dzieciom. W oryginale przedstawiał się jako doktor chemii, filozofii i medycyny, a także profesor matematyki i astronomii na uniwersytecie w Salamance. Był również uczniem i asystentem doktora Paj-Chi-Wo, co jak na fikcyjnego bohatera literackiego, budziło szacunek.
Postać Pana Kleksa stworzona przez Piotra Fronczewskiego była niezwykle ciepła, a troska, cierpliwość i podejście do podopiecznych swojej akademii, była pokazana w małych gestach (maźnięcie pędzlem po nosie, buziak w czoło, oprowadzanie Adasia po akademii, zerknięcie na chłopców, czy są bezpieczni podczas ataku Golarza Filipa).
W wersji z Tomaszem Kotem widzimy pogubionego mężczyznę, któremu bliżej do bezdomnego zaczepiającego dzieci, niż profesora, który mógłby nauczyć młode głowy czegokolwiek, co zapamiętaliby na całe życie. Przyznaję, że rola Piotra Fronczewskiego w sytuacjach zagrożenia skupiała się do pojawiania się po zakończonej walce. W pierwszym filmie (Akademia Pana Kleksa) nie słuchał intucji, naiwnie wierząc, że nauczy Adolfa czuć, myśleć i rozumieć.
Brak szacunku do uczonych, bo dorosły ma być kolegą?
Oryginał pozwalał zapomnieć o prawdziwym świecie, ale po dłuższym namyśle, nie bałbym się wysłać dziecka do akademii pod opieką Piotra Fronczewskiego. W przypadku Tomasza Kota prawdopodobnie padłoby słynne – ten pan jest pijany, nie zbliżaj się – lub – proszę nie zaczepiać mojego dziecka.
Najbardziej załamujące ręce był fragment, gdy Pan Kleks związany i bezradny, stwierdza, że coś wymyślą, po czym dzieci zajęły się wszystkim. Piotr Fronczeski pstryknięciem palców zmieniłby wilka w przerażoną owieczkę, tj. w „Pan Kleks w Kosmosie” (poza serią), zmniejszył Aloizego Bąbla w małego chłopca.
Podczas senasu w kinie, nowy Pan Kleks szczególnie mnie zirytował. Gdy Ada zaczęła stawiać mu warunki, a Kleks tłumaczył się, że pomimo niewyrażenia zgody na zwracanie się do niego per. wujek, akceptuje to. Nawet jeśli Ada w jakiś sposób jest spokrewniona z profesorem, ten element dla pierwotnej postaci dodawał niepodważalnego respektu.
Brak konsekwencji
Maciej Kawulski zapewniał, że nowa wersja ma pokazać dzieciom, że świat wyobraźni jest większy od tego, co oferują szklane ekrany. Niestety nie potwierdza tego film, ponieważ w pierwszej ekranizacji Pan Kleks w filmie uczył nie tylko kleksografii, ale też zadbano o scenę, która pokazywała naukę przez zabawę, gdzie chłopcy podrzucali piłkę, podając stolice, miasta i kraje, aż do momentu, gdy dmuchana piłka przeleciała przez ogrodzenie do świata realnego. Ambroży Kleks chwalił chłopców za takie zachowania, jak uszanowanie natury, gdy mieli odbyć lekcję języka ptaków, przerwaną przez Szpaka Mateusza. W praktyce mniej lokalizacji w oryginalnym filmie, dawało więcej pola do popisu, niż przekoloryzowana wersja z 2023.
W nowej wersji „Akademii Pana Kleksa” na próżno szukać tak pięknych elementów, a przy tym sposobów pokazywania wyobraźni. Po filmie z 1983 roku pamięta się te proste i na dzisiejsze czasy kiczowate efekty naniesienia animacji na film. Scenę biegającego ”dzikiego dzika ” po sali lekcyjnej, mam przed oczami do dziś, a dzięki temu zabiegowi w dawnej kinematografii, nauczyłem się wyobrażać sobie postacie w świecie realnym, a następnie przenosić na własne rysunki.
Niestety Tomasz Kot rzuca jakimiś cytatami, jego lekcje na szybko pokazują definicje i praktykę pracowania nad wyobraźnią, ale te efekty specjalne nie wymagają od widza nawet wysilenia się, aby samemu to przenieść na swój przykład. Stąd moje przypuszczenie, że nowy Pan Kleks nie będzie kojarzył się z postacią, która byłaby w stanie nauczyć, jak można używać wyobraźni. Dzieci dostały podkręcony kolorystycznie kicz, w którym dużo się dzieje, ale nic konkretnego, co mogliby przenieść na swoją wyobraźnię. Po wyjściu z kin wrócą do smartphonów, a po kilku dniach zapomną, że w ogóle byli na takim filmie.
Jeśli porównać piosenki nagrane pod adaptację książki ze starej wersji filmu, a nowe aranżację, to kolejny element, na którym albo zaoszczędzono lub powierzono tę rolę nieodpowiednim osobom. Nie wiem, jak nowe i zarazem niemelodyjne sample, miałyby być tak ponadczasowe, jak te z dobrze nam znanego klasyku? Piosenki z oryginału pamiętam po dziś dzień, a niekóre dźwięki wracają do mnie przy okazji premier aktualnych artystów, które z jakiegoś powodu staram się połączyć z konkretną piosenką tamtych czasów. Po obejrzeniu filmu zdecydowałem się przesłuchać płytę w domu i nie rozumiem, jak te melodie miałyby się zapisać w historii, skoro postawiono na tandetę i kicz?
Brak uszanowania oryginału
Sam fakt, że pojawia się wątek zamarzającej Dziewczynki z Zapałkami, ale uczniowie ją pozostawiają samą sobie, idąc dalej, jest oburzający. W oryginale do Adasia Niezgódki podszedł J.H. Andersen, wyjaśniając mu, że w rzeczywistości to tylko bajka, a ona wcale nie marznie. To ma miejsce w całym filmie, bo przez brak tej podstawowej sceny, gdy Piotr Fronczewski pokazuje Adasiowi szkołę, wyjaśnia m.in. że niektóre drzwi na 1 piętrze prowadzą do poszczególnych bajek. Tutaj nie wiadomo dlaczego za jednymi drzwiami w lesie była Królewna Śnieżka, albo co roiła Mała Syrenka nad rzeką?
Wstęp do filmu z 1983 roku był uhonorowaniem bajek i wyobraźni, ponieważ pokazywał, że świat Pana Kleksa jest na wyciągnięcie ręki, ponieważ leży na skraju świata rzeczywistego z bajkowym. Nie wiem, czy pamiętacie tę animację, w której Pan Kleks bawi się w berka, uciekając przed chłopcami po dachach Łódzkich kamienic? Chwilę później pokazywany jest nam świat Pana Kleksa, zamieszkały przez najprzeróżniejsze bajki oraz ich pisarzy, m.in. Królową Śniegu, Alicję w Krainie Czarów, Kota w Butach, Myszkę Miki czy Pipi Lansztrung.
Poza tym, co się robi, aby nikt nie zarzucił, że film nie jest wierny oryginalnej książce? Wmawia się, że czasy uległy zmianie i wydaje się nową wersję książki, która przecież jest oparta na świecie stworzonym przez Jana Brzechwę, ale nowa akademia nie ma praktycznie nic wspólnego z oryginalną. Dzięki takim zabiegom mamy serial „Wiedźmin” na Netflix, z którego rezygnuje główny aktor, zmęczony tym, jak ekranizacja odbiega od książek Sapkowskiego.
Pan Kleks 2023 – więcej na minus
Przed zabraniem się do krytyki, za każdym razem zadaję sobie pytanie – ile osób poświęciło swój czas, wykorzystało kreatywność i zaryzykowało się podjęcia wyzwania, abym dziś mógł zobaczyć efekt pracy? Mam to toksyczne myślenie, że jako osoba poruszająca tematy empatii oraz szacunku do pracy innych, nie wolno mi wypowiadać się negatywnie – to na dłuższą metę męczące, bo nie zawsze jesteśmy w stanie przemilczać wszystko, czego doświadczamy tylko z grzeczności.
Zatem z dobrych elementów jest fakt, że próbowano włączyć dziewczynki do akademii, ale zrobiono to umniejszając chłopcom. Faktycznie po 40 latach film z 1983 roku wymagał odświeżenia, a nowoczesne efekty robią wrażenie. Zamek odgrywany jako akademia i podkręcone nasycenie, kolorystyka i przerysowane obrazy odwracają uwagę od tego, na co film zwracał uwagę – wyobraźnię. Zamiast wymarzenia sobie gwizdka przenoszącego z miejsca na miejsce, mamy ogromne grzyby i dmuchawce wielkości drzew. No ale możemy sobie wyobrazić ciastko, a to w dorosłym życiu może się przydać do chociażby diety? Nie wiem, co lekcje Pana Kleksa z 2023 roku mają wnieść do wyobraźni dzieci, to było żenujące.
Film był za długi, a i tak nie wiadomo, jak zbudowany jest świat bajek, co robią tam przypadkowi bohaterowie znane z innych lektur lub animiacji. Właściwie poza banalną refleksją na koniec filmu, to wersja z Tomaszem Kotem niczego nie wniósł do świata Pana Kleksa. Gdy leciały napisy końcowe zadawałem sobie pytanie – gdy w szkole omawialiśmy Pana Kleksa jako lekturę, gubiły mnie wątki ze wspomnianego „Pana Kleksa w Kosmosie”. To, co zobaczyliśmy w 2023 roku, jeszcze bardziej wprowadza uczniów na manowce. To historia, która w świecie lektrury nigdy się nie wydarzyła.
Oryginalny film o „Akademii Pana Kleksa” odniosły w latach 80-tych sukces, ponieważ były czymś nowym i łączyły różne style w kinematografii. To był pierwszy film dla dzieci łączący film musicalowy, z animacjami komputerowymi. W starej wersji mamy wątki rysowane, co ponownie zobaczyłem dopiero w filmie „Zaczarowana” z 2007 roku, a my już to mieliśmy w latach 80-tych!
Materializm w branży filmowej
Pan Kleks z 2023 roku zawiódł, pozostawiając po sobie jedną refleksję – aby nowe wydanie książki nie stało się zaktualizowaną lekturą szkolną. Tego obawiam się najbardziej, bo wierzę, że gdy moje dziecko będzie miało tę lekturę, to z radością będziemy wspólnie czytać Jana Brzechwę, a nie tę pomyłkę, za którą odpowiada Maciej Kawulski. To żerowanie branży filmowej na popularnym uniwersum, na którym wychowywało się wielu dziś dorosłych ludzi, rozwijając wyobraźnię, wrażliwość i pokazujące czym jest gra fair play, jest obrzydliwe. Gdyby chociaż było zrobione dobrze, ale poza w miarę ładnymi kadrami i efektami komputerowymi, to scenariusz jest do wyrzucenia.
„Akademia Pana Kleksa” w reżyserii Macieja Kawulskiego to jego własna interpretacja, bez większej wyobraźni i poszanowania dla czegoś, co w pamięci wielu Polaków może być ważne (dla mnie niewątpliwie jest). Nie wierzę, że nie chodziło o pieniądze, bo gdyby tak nie było, ten film byłby realizacyjnie tańszy, ale pozostawiałby miejsce na wyobraźnię. Co do roli Tomasza Kota, lepiej byłoby gdyby zamiast grać, po prostu był, nie robiąc nic konkretnego, próbując stworzyć coś po swojemu. Moich braw ten film nie otrzyma, jestem zawiedziony, jak można zmarnować czas dzieci i ich rodziców, który mogliby zrobić coś o niebo lepszego.
Gdybym miał krótko podsumować, zmywam obrzydzenie po ”ptasich odchodach”, Kleksie, który nie potrafi obronić własnych uczniów, starając się być ich kolegą/wujkiem, zamiast uczonym profesorem, potrafiącym skutecznie uczyć przez zabawę i przede wszystkim, któremu się powinno ufać. Film to porażka, kolejna historia o Panu Kleksie, która miesza lekturę szkolną z tym, co w oryginale. Wcześniej zament robił „Pan Kleks w Kosmosie” oraz „Tryumf Pana Kleksa”, teraz do listy dołącza „Pan Kleks: Nowy początek”.
Jak oceniasz film? Czy Pan Kleks wpłynął na Twoje dzieciństwo? 🙂 Dołącz do nas w dyskusji poniżej.




Świetna recenzja, bardzo dobrze się czyta, tylko żal… Wychowałem się na oryginalnej AKP (a najbardziej lubiłem „Podróże”) – to było kino robione przez ludzi, którzy mieli faktycznie wyobraźnię i umiejętności, mimo małego budżetu.
P. Kawulskiemu wydawało się, że może kopnąć konia – zapomniał tylko, że koń może oddać.
Pozdrawiam.
Twórcy faktycznie mieli fantastyczną wyobraźnię. Pomysły, kreatywność, muzyka, scenografia i charakteryzacja były nieco prymitywne, ale dawały klimat i wpływały na postrzeganie świata w innych barwach.
Pierwsze koty za płoty poczekajmy na drugą część może będzie lepsza.
Ciekawe, co na to powiedziałby Tomasz Kot? 😉 Też czekam na drugą część, mam nadzieję, że nie odbiegli w wodze fantazji tj. w przypadku pierwszej częśći.
Jestem już dorosłą kobietą i aż takim sentymentem nie pałam do jakiegoś tam filmu z lat 80tych.
Mam przeciwnie, dla mnie Pan Kleks był bohaterem dzieciństwa, pokazującym, że dorosły nie musi być nudny, może dostrzegać kolory świata i pokazywać, jak używać wyobraźni. Nowy Kleks byłby dla mnie pomyloną podróbką, może więc dlatego dziś tak to postrzegam?
Ten film wywierał wrażenie ale 40 lat temu, nowa wersja jest ładna ale jaka by nie była dzieci odejdą do swoich gier i komputerów od razu po seansie
Myślę tak samo, po seansie niewiele z tego zapamiętają, wciąż siedząc przed grami komputerowymi.
Nie oglądałem nigdy filmu a Pana Kleksa kojarzę jako lekturę szkolną. Nie było to dla mnie przeżycie dzieciństwa, bardziej Transformers było czymś co wpłynęło na moją wyobraźnię.
Nie pamiętam z dzieciństwa osób, które by były zafascynowane Panem Kleksem tj. ja, ale to też były czasy, gdzie zabawki były narzędziami do urozmaicania wyobraźni. Bez znaczenia, czy był to Pan Kleks, czy Transformers. 🚛🤖 Dziś trudno wpłynąć filmem na pozytywne elementy, łatwiej jest rozwijać patologiczne zachowania, niż te dobre i ciepłe.
Dla mnie film się podobał, był czymś innym, poprowadzeniem historii w inny sposób. Pamiętam akademię z dzieciństwa i żałowałam że seria poszła w jakieś podróże Pana Kleksa.
Film jest ładny, ale nic poza tym. Ekipa włożyła ogrom pracy w coś, co pod kątem montażu i pokazania tej historii, zostało źle poprowadzone. Moim zdaniem ludzie będą pamiętać ten film, ale jeśli chodzi o młode osoby, produkcja według mnie nie wpłynie na wyobraźnię dzieci.
Osobiście uważam, że nowa wersja „Akademii Pana Kleksa” nie spełnia oczekiwań, jakie wiązaliśmy z tym kultowym dziełem. Tomasz Kot jako Pan Kleks miał trudne zadanie, ale wydaje się, że film nie oddaje ducha oryginału, który tak wielu z nas pokochało. Zmiany wprowadzane w 2023 roku, choć mogą wynikać z aktualnych trendów i poprawności politycznej, w moim odczuciu zatarły to, co było esencją „Akademii Pana Kleksa” – jej unikalną atmosferę i magię lat 80-tych. Dla wielu z nas, którzy wychowali się na oryginalnej wersji, ten film wydaje się być bardziej profanacją niż nową interpretacją.
Możliwe, że czuję z filmu chęć wyciśnięcia pieniędzy z marki, jaką jest Pan Kleks. Film jest kiczowy, nijaki i przesadnie próbujący sprostać trendom. Podejście zakłada, aby film podobał się wszystkim i nikogo nie pominął, co jest męczące, nierealistyczne, wręcz nieoddające szacunku temu, co stworzył Jan Brzechwa. Dziewczynki mają masę bajek i światów dla siebie, ale to w chłopięcy świat muszą być wsadzane dziewczynki, aby nie poczuły się pominięte. Tutaj jeszcze dopchano sugestię, że każda kultura może być. Oryginał miał klasę i trzymał poziom, a muzyka jest ponadczasowa. Tutaj jest taki kicz, słuchając tych piosenek miałem wrażenie, jakby jakieś dziecko dorwało się do mikrofonu, bez wcześniejszego przygotowania. Brak melodyjności, dopchanej trapem i audiotune. To były źle wydane pieniądze, drugiej części nie poświęcę swojego czasu.
Fajny film dobrze bawiłam się na nim z dziećmi żarty o kupie! ! ! 🙂
Mnie tego typu żarty irytowały, a film okazał się klapą. 🤷♂️ Niemniej szanuję Twoje zdanie i dobrze, że miło spędziłaś czas z dziećmi. 📽️
Mi sie film podobal
Kwestia gustu, oczekiwań i sentymentu, dla mnie świat Pana Kleksa ukształtował dzieciństwo i wyobraźnie, po tym nieporozumieniu, które widziałem w kinie, nie wiem co ma zostać poza zażenowaniem i rozczarowaniem.
Miło ze strony Piotra Fronczewskiego że dał w pewien sposób błogosławieństwo nowej wersji ale to ile pracy włożono w oryginalny film a ile w tę szmirę pomimo możliwości aż bawi.
Nie wiele to zmieniło, bo moim zdaniem sposób poprowadzenia historii nawet gdyby aktorzy z wersji lat 80-tych powiedzieli, że im się podoba, to ja filmu z 2023 roku nie akceptuje jako Pana Kleksa, tylko coś, co ma zarobić na znanej marce.
podkręcone kontrasty, dziwaczne stworzenia. pomimo lat oryginalnemu kleksowi nie da się dorównać
Dałoby się, gdyby to stworzyć bardziej realistycznie, nie przesadzać ze skrajnością w scenografii oraz nie odbiegając za bardzo od książki.
Jest wiele lepszych filmów to podoba się tylko reżyserowi, który tak narcystycznie wierzy w swój talent że popsuł coś co mogło być dobrze zrealizowane.
Chociażby „Wonka” (2023), który mam nadzieję, że zmyje ten niesmak, pozostawiony po nowym Panu Kleksie. 😒