Jak nie kłócić się o pieniądze w związku? W jaki sposób dzielić się kosztami? Zarządzanie budżetem w dzisiejszych związkach!

Wspólne pieniądze w związku [DYSKUSJA]

Jak nie kłócić się o pieniądze w związku? W jaki sposób dzielić się kosztami? Zarządzanie budżetem w dzisiejszych związkach!

Własne pieniądze wpływają na poczucie niezależności, ale mogą też być powodem niesnasek. Pary decydują się na różne rozwiązania, od wspólnego konta bankowego, po dzielenie się opłatami. Jest również model związku, w którym jedno pracuje, oferując dostęp do swoich pieniędzy jako wspólnych. Czy zatem wspólne pieniądze w związku są dobrym rozwiązaniem? Czekamy na Ciebie w dyskusji pod poniższym tekstem.

Niepodważalny wybór

Ludzkimi decyzjami kierują różne doświadczenia i obserwacje świata. Dla jednych bycie utrzymanką/utrzymankiem jest kwestią ustalenia obowiązków lub wynikiem innych sytuacji. Niektóre pary podążają za stereotypem, a dla mężczyzny powodem do dumy jest utrzymywanie rodziny. Każdy ma swoje powody, więc nigdy nie powinniśmy zaglądać nikomu do garnków. Każdy ma swój portfel i powinien pilnować swojego nosa. Niemniej jednak natknąłem się w Threads na ciekawą dyskusję, podważającą czy wspólne pieniądze w związku powinny znajdować się na jednym koncie?

Chciałbym podzielić się swoimi spostrzeżeniami na temat łączenia przychodów w związkach, skupiając się na swoich obserwacjach i powodach, dla których nie zamierzam decydować się na taki krok. Jestem też ciekawy Waszego zdania, dlatego zachęcam do rozmowy w sekcji dyskusji pod poniższym tekstem. Zastanawia mnie, jak w odniesieniu do tego, czym się tu podzielę, widzisz ten temat?

Obserwacje w rodzinie – lekka przesada

Niektóre pary decydują się na wspólne konto bankowe, argumentując tę decyzję wspólnym zarządzaniem budżetem domowym. Od dziecka obserwowałem, jak wyglądało to w mojej rodzinie, która kieruje się stereotypowym podejściem. W wyniku mężczyzna jest jedyną osobą pracującą, która musi prosić się o własne pieniądze od żony, która zachowuje się, jakby to były jej własne. Oszczędzanie to cecha, której przykładowo mężczyzna mógł nie wypracować, ale proszenie o własne pieniądze to absurd.

Na szczęście zmieniły się też priorytety kobiet i chcą być niezależne, mieć pracę i własne oszczędności. To mądre i przy okazji rozsądne, aby odjąć partnerowi stresu, nie obciążać i pójść do pracy. Najbardziej mnie bawi i łapię się za głowę, gdy kobiety twierdzą, że ich pracą jest, uwaga – wychowywanie dzieci i sprzątanie w domu. Rozumiem jak wiele jest obowiązków przy prowadzeniu domu i mam świadomość, że jednej osobie może być ciężko pogodzić obowiązki domowe z wychowaniem dzieci, co nie zmienia faktu, że wspólne życie, to również wspólne obowiązki.

Zatem dlaczego kobieta miałaby rezygnować z kariery, na korzyść mężczyzny, pomimo wspólnej decyzji o wychowywaniu potomstwa? Pilnowanie porządku w domu to obowiązek pary (nie tylko kobiety, ale i mężczyzny). Gdyby tak działał świat, to za sprzątanie we własnym mieszkaniu, państwo dawałoby dodatek finansowy.

Dla mnie sytuacja, w której jedno zostaje w domu i szuka wymówek w celu niedokładania się do domowego budżetu, to żałosny obraz lenistwa i wykorzystywania partnera, w celu stworzenia sobie warunków do wygodnego życia.

Powód do dumy i braw dla pracowitych ludzi

Imponują mi kobiety, które decydują się na urodzenie dzieci, ale wracających po urlopie macierzyńskim do pracy, ponieważ są mądre, pracowite i ambitne. Jeszcze większy szacunek mają u mnie samotne matki, które nie palą, nie piją, pracują, wychowują swoje dzieci, ogarniają mieszkanie, pomagają pociechom w lekcjach i nie narzekają.

To kobiety, które są godne podziwu, ponieważ odkurzanie we własnych czterech ścianach i jeszcze marudzenie, że ma się tak ”ciężką pracę”, to kpina. Przecież sprząta się u siebie i nie robi to na nikim wrażenia. Braw nie dostaje się za siedzenie w domu i myciu swoich talerzy. Moim zdaniem nie ma tu czego gratulować, a wręcz trzeba współczuć osobie, która zostaje obciążona taką osobą. Rozumiem kryzys na rynku pracy, trudność w otrzymaniu stanowiska w swoim zawodzie, ale rezygnacja z pracy na rzecz poświęcania się roli rodzica, to z mojej perspektywy wymówka w świecie, w którym prawa są równe, a technologia ułatwia życie do takiego stopnia, że sprzątanie i gotowanie jest kilkukrotnie szybsze.

Osobiście nie wyobrażam sobie, aby związać się z kimś, kto uważa swoje domowe obowiązki za jedyny cel w życiu. Nie dopuszczam do świadomości sytuacji, że kiedykolwiek partnerka mogłaby mieć dostęp do mojej karty czy konta bankowego. Rozumiem sytuację, w której może być ciężko w pracy na etacie, przeszkodą może być brak wykształcenia lub brak ofert pracy, które odpowiadałyby partnerce, ale tj. kobieta nie chce utrzymywać mężczyzny, tak samo mężczyzna nie powinien takiego ciężaru mieć na swoich barkach.

Owszem, są mężczyźni, dla których utrzymywanie kobiety i dzieci jest priorytetem, bo taki stereotyp narzucono mężczyznom, ale świat idzie do przodu, a utrzymanie się z jednej pensji jest niesprawiedliwe. Poza tym w dzisiejszych czasach koszty życia często są za duże, aby jedna osoba była w stanie ”wykarmić” wszystkich.

Nierówne korzyści finansowe

Wielokrotnie rozmawiałem z osobami w dalszej rodzinie, ponieważ w moim domu o finansach, oszczędzaniu i ekonomii nigdy się nie rozmawiało, a wszelkie dokumenty i tematy, jak działa u nas pieniądz, nie były dopuszczane, nawet gdy stałem się dorosły.

Wspólne pieniądze w niektórych przypadkach mogą być dobrym rozwiązaniem. Jednakże jeśli miałyby trafiać do wspólnej puli, trzeba zweryfikować, kto więcej z nich korzysta. Jeśli jedno więcej wydaje na swoje kaprysy, kupując bezmyślnie nowe rzeczy, drugie ma prawo się temu sprzeciwić, skoro kupuje sobie lub do wspólnej przestrzeni zdecydowanie mniej.

Wśród osób, z którymi rozmawiałem przed napisaniem tego tekstu (w tym najbardziej zaangażowanymi osobami w Zamkniętej Liście), sporą barierą okazało się, że niektórzy mężczyźni w ogóle nie mają dostępu do pieniędzy, więc chcąc kupić żonie prezent na rocznicę czy inną okazję, muszą kombinować, aby ta nie przyczepiła się, widząc wyciąg z konta. Poza tym osobiście nie chciałbym, aby partnerka mogła sprawdzać, gdzie i co kupuję, ponieważ związek nie powinien być odczuwany jako więzienie.

Wspólne pieniądze w związku – prawidłowe podejście

Od najmłodszych lat tego nie rozumiałem, dlatego szanuję i popieram podejście moich dziadków. Wbrew pozorom, mój śp. dziadek Mieczysław był bardzo postępowy, biorąc pod uwagę fakt, że pokolenia po nim częściej narzucały stare zasady. Mianowicie z babcią mieli oddzielne konta bankowe, każdy otrzymywał swoją emeryturę i jedynie składali się na opłaty. Poza tym jedno drugiemu w portfel nie zaglądało, a gdy jedno prosiło o zakup czegoś w sklepie, rozliczali się między sobą.

Odgórnie było też jasne, że oboje mają pracować, więc moja mama byłą tą dziewczynką z podwórka noszącą klucz na szyi, co dla dzisiejszych rodziców wydaje się być smutne lub niebezpieczne. Natomiast sam chciałbym, aby moje dzieci wychowywały się po części na ulicy, mając kolegów, a nie przesiadując w domu więcej niż to konieczne (temat na inną dyskusję). Powód jest prosty – telewizor i komputer to nie rówieśnicy potrzebni w poznawaniu świata.

Wracając do tematu, nie jest tak, żebym wymuszał na osobie, którą kocham, aby za wszelką cenę pracowała, bo nie liczą się tylko pieniądze i to, abyśmy byli nie wiadomo jak bogaci. Są trudniejsze momenty w kwestii pracy, a ta sfera nie oszczędza nikogo. Jednakże uważam, że bez znaczenia na płeć, nie mamy obowiązku brać na siebie odpowiedzialności za wszelkie obowiązki. To wspólne decyzje, za które zarówno finansowo, jak i decyzyjnie odpowiadamy oboje w związku.

Wspólne pieniądze w związku, to może być kwestia oszczędności, trzymanych na osobnym koncie bankowym lub w przysłowiowej skarpecie, ale każde powinno mieć równy wkład w opłaty. Przede wszystkim możliwość kupowania sobie tego, na co ma ochotę, bez tłumaczenia się drugiej stronie. Jeśli mężczyźnie brakuje do jego hobby, to jego problem, jak zarządza wydatkami. Jeśli natomiast uzna, że chce dołożyć się lub postawić kolację w restauracji, to miły gest. Jednakże nawet w takich kwestiach, powinna być zachowana wzajemność.

Czy wspólne pieniądze w związku, są Twoim zdaniem dobrą decyzją? 🙂 Dołącz do nas w dyskusji poniżej.

Dołącz do Zamkniętej Listy

Spodobał Ci się powyższy artykuł? Zanim weźmiesz udział w dyskusji, uzyskaj dostęp do darmowych materiałów i dołącz do społeczności, z którą podejmujemy się różnych wyzwań!

Zapisując się, otrzymasz [ZA DARMO]:

🔸 Darmowe rozdziały książek

🔸 Kalendarz z celami na 2024 rok

🔸 Planner tygodniowy do druku

🔸 Arkusz Wydatków - Budżet Domowy (NOWOŚĆ)

🔸 Webinary / Relacje LIVE

🔸 Paczki cytatów (Instagram i Facebook)

🔸 „Twoja Siła” - indeks zalet

Subscribe
Powiadom o
guest
42 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Maria
Maria
29 kwietnia 2024 12:57

Gdybym była w związku, nawet nie pomyślałabym o wspólnym koncie. A gdyby druga osoba to zasugerowała, zapaliłaby mi się w głowie czerwona lampka. Bo według mnie zasadą raczej zdrową jest zaufanie ograniczone. Nigdy zresztą nie wiesz, co się w życiu przytrafi. Załóżmy: rozwodzimy się i mąż zabiera niby to „wspólne” pieniądze. Albo partner kontroluje moje osobiste wydatki, każe mi się tłumaczyć, na zakupienie czegoś ośmiela się mi nie pozwalać… Własne pieniądze traktuję jako element osobistej wolności. I to jest akurat jeden z tych elementów, których (przynajmniej na tym etapie życia i świadomości) nie oddam. Bo coś mi mówi, że można się na takiej decyzji nieźle „przejechać”.

Maria
Maria
14 maja 2024 11:20

Jestem tego samego zdania. Ponieważ jednak druga strona może się w przyszłości bardzo różnie zachowywać i może wcale nie chcieć być uczciwą, wolałabym zachować przynajmniej w kilku obszarach – w tym w finansowym – odrębność. Uważam, że można kochając kogoś, jednocześnie nie ufać mu bezgranicznie.

Maria
Maria
20 maja 2024 20:33

Rozumiem. Moje natomiast wynika z wielu historii zasłyszanych i przeczytanych.

Ela
Ela
26 kwietnia 2024 17:56

Wszystko zależy od priorytetów w związku, dogadywaniu się. Ustaleniu zasad, które będziemy szanować. W rodzinie z dziećmi planując wydatki wspólne konto ma sens. Ufamy sobie z mężem i dbamy o nasze potrzeby. Każde z nas czworo ma swoje zainteresowania, dochodzi utrzymanie, podstawowe produkty, leki, opłaty, do tego zbierane oszczędności na inwestycje w dom, mieszkanie czy na wspólny wyjazd wakacyjny. Wymaga to wyborów, kompromisu, zrozumienia potrzeb najbliższych. Są też prace, które nie sposób przeliczyć na pieniądze, jak wysiłek w wychowanie, posiłki, załatwianie spraw w urzędzie, w szkole, u lekarza, czas poświęcony temu, a nawet nie raz zdrowie np roboty remontowe. Gdyby nie to trzeba by było zapłacić fachowcom nie małą sumę, nie mając gwarancji czy będzie dobrze zrobione, bez poprawy i wchodzenia w jeszcze większe koszty. Oczywiście nasze potrzeby, pasje są bardzo ważne i najlepiej jak byśmy nie tłumaczyli się na co wydajemy ciężko zrobione pieniądze. Jednak żyjąc razem myślimy o sobie, ale też o bliskich, którzy są dla nas równie ważni.

Iza
Iza
26 kwietnia 2024 10:46

Brak wspólnego budżetu może sprawić trudności w planowaniu na przyszłość, takim jak oszczędzanie na wspólne cele czy zakup większych przedmiotów.

Adelajda Kamińska
Adelajda Kamińska
26 kwietnia 2024 09:52

Podział pieniędzy tak, aby każdy partner miał własne finanse, może być korzystny dla niektórych związków, ale niekoniecznie dla wszystkich. Dzięki osobistym kontom unika się potencjalnych konfliktów związanych z różnymi sposobami wydawania pieniędzy czy różnicami w zarobkach.

Zaczytana Agata
26 kwietnia 2024 09:37

Jeśli mężczyzna lub kobieta bojkotuje temat wspólnego konta bankowego lub wspólnych pieniędzy, to zastanawia mnie jakie doświadczenia taka osoba miała. ❤️ Czy ktoś bliski oszukiwał, w domu nie rozmawiało się o pieniądzach, może doświadczyło się traumy lub kradzieży? Na ogół zakochany człowiek oddałby ukochanej osobie własną koszule a w tej dyskusji widzę że panowie pozostawiliby swoją partnerkę głodną gdyby nie miała własnych pieniędzy. 😔

Maria
Maria
29 kwietnia 2024 12:49

Chciałabym, żebyśmy kiedyś przestali postrzegać narzekanie jako coś złego, niewłaściwego. Każdy i każda z nas ma prawo z czymś sobie nie radzić. Odczuwać bezradność. Powiedzieć „nie daję już rady”. Komuś się zwierzyć. Zapłakać. W końcu jesteśmy tylko ludźmi, istotami niedoskonałymi, nie wszechmocnymi. Namawiam: mówmy otwarcie o naszych problemach i słabościach, prośmy o pomoc – bo to jest nasza siła. I bądźmy dla siebie łagodni, współczujący (co nie jest tożsame z wiecznym użalaniem się). Nie musimy być herosami, heroskami, zaciskać zębów. A nawet nie powinniśmy, bo odbije się to na naszym zdrowiu. Psychicznym i fizycznym.

Maria
Maria
14 maja 2024 11:32

Marudzenie non stop szkodzi przede wszystkim nam samym; nie myślałabym ciągle o innych ludziach i ich reakcjach, bo własne życie przeżyję przede wszystkim ze sobą.
Może i są osoby, które mimo cierpliwości otoczenia nie przestają marudzić. Myślę jednak, że w zdrowych okolicznościach to właśnie cierpliwość, towarzyszenie nam w naszym smutku, niepoganianie, pozwolenie nam na przeżycie emocji do końca… może sprawić, że szybciej staniemy na nogi. Nie jesteśmy komukolwiek winni szybkiego „otrząśnięcia się”, obowiązki najpilniejsze mamy względem siebie samych i własnego zdrowia psychicznego. A zbytni pośpiech i przymus może tylko zaszkodzić.

Maria
Maria
29 kwietnia 2024 12:44

Coś mnie zastanowiło: dlaczego tak często pojęcie „ambitności” wiążemy tylko z pracą zawodową? Bycie dobrym rodzicem, dobrym partnerem, sprawnym „ogarniaczem” domu – to moim zdaniem też Coś, wcale łatwe nie jest. Osoba, która dąży do spełniania się w tych obszarach i robienia rzeczy jak najlepiej, też jest według mnie ambitna.

Maria
Maria
14 maja 2024 11:17

Nie widzę nic złego w tym, że część z nas potrzebuje to czy owo nazwać. To też jest potrzeba naturalna. I nie mam na myśli spłacania abonamentu. Czy naprawdę uważasz, że wychowywanie małego człowieka i opiekowanie się nim to takie „nic”? Niewarte nawet wzmianki, coś oczywistego? Jestem innego zdania. Według mnie osoba decydująca się na rodzicielstwo potrzebuje zdać sobie sprawę, że jest to właśnie ciężka praca, na rzecz społeczeństwa. Bo kogo społeczeństwo potrzebuje? Zdrowych – także psychicznie – świadomych obywateli, dobrych ludzi. A kimś takim stajemy się (albo i nie, niestety) właśnie dzięki naszym rodzicom. Dzięki nauczycielom i innym osobom w naszym życiu również, ale podstawa to rodzice. I uważam, że koniecznie trzeba w jakiś sposób docenić to, co robią.

Maria
Maria
20 maja 2024 20:34

Tak. Niemniej w pracy też mamy obowiązki, skoro już się na jakąś zdecydowaliśmy. Tu także jest odpowiedzialność, sumienność, zaangażowanie.

Maria
Maria
20 maja 2024 20:49

Rodzaj odpowiedzialności i obowiązków jest rzecz jasna inny, one same jednak pozostają.

Maria
Maria
29 kwietnia 2024 12:41

Nie bardzo rozumiem, dlaczego bawi Cię stwierdzenie, że wychowywanie dzieci i dbanie o dom jest pracą. Nieomal słyszę ten nieszczęsny mit, że kobieta „siedzi” z dziećmi w domu… a tymczasem, jeśli ona naprawdę poważnie traktuje te obowiązki, to właśnie nie siedzi, tylko działa. Nie jestem mamą, ale już wystarczająco dużo słyszałam i czytałam, by wiedzieć, że małe dzieci to w dużej części nie są bezproblemowe, słodkie laleczki, z którymi trzeba się tylko bawić (swoją drogą, zabawa też wymaga zaangażowania emocjonalnego). Jeśli, jak twierdzisz, niektóre kobiety tak naprawdę nie robią nic/prawie nic w domu, ale zasłaniają się „obowiązkami domowymi”, by nie zacząć pracować zawodowo – to oczywiście i ja takiej postawy nie rozumiem. Ale jeśli kobieta nie udaje, jeśli naprawdę ciężko w domu pracuje, a mężczyzna ewentualnie łaskawie „pomaga” (we własnym domu, przy własnych dzieciach!)… to nie dziwię jej się, że z niechęcią myśli o kolejnym potencjalnym obowiązku. Najważniejsze jest zresztą moim zdaniem to, na co tych dwoje się dobrowolnie i świadomie umówiło.

Maria
Maria
14 maja 2024 11:13

Czym jest praca, jeśli nie wykonywaniem obowiązków? W tym takich, do których wykonywania dobrowolnie się zobowiązujemy, a więc także tych domowych? Według mnie warto skończyć z wdrukowywanym nam przez wieki przekonaniem, że pracą jest tylko to, za co dostajemy pieniądze i przez co pół dnia nie ma nas w domu. A już na pewno nie wyśmiewałabym cudzych przekonań, bo to droga donikąd.

Maria
Maria
20 maja 2024 11:51

Rozumiem. Mamy po prostu różne definicje pracy.

Maria
Maria
20 maja 2024 20:23

Też tak przypuszczam. I nie mam z tym problemu 🙂 mamy prawo się różnić, ważne, żeby się wzajemnie szanować.
Jak nudno byłoby, gdybyśmy wszyscy sobie nawzajem potakiwali 😉

Maria
Maria
20 maja 2024 20:31

Bardzo dobrze! Nowo poznany punkt widzenia może coś do mojego świata wnieść, a choćby nie wniósł – bo przecież nie musi – to i tak dobrze jest móc bezpiecznie wymienić się opiniami.

Daniel
Daniel
26 kwietnia 2024 08:41

Byłem w kilku związkach i wiem że kobiety wydają pieniądze na głupoty

Orowski Kamil
Orowski Kamil
26 kwietnia 2024 08:02

W dzisiejszych czasach kobiety patrzą na pieniądze i to co posiada facet, więc dlaczego mam ją utrzymywać?? Niech też pracuje i chociaż dorównuje mi przychodami. Jestem za oddzielnymi kontami i nigdy nie dam żadnej kobiecie dostępu do swoich pieniędzy. Kobiety nie dopuszczają do świadomości żeby facet miał mniej czy korzystał z jej karty więc czemu to od lat działa w drugą stronę?

Helena Ramkowska
Helena Ramkowska
26 kwietnia 2024 07:18

Na swojej relacji mogę powiedzieć że z mężem mamy wspólne konto i wszelkie zakupy robimy z tego jednego

Shopping Cart
42
0
Would love your thoughts, please comment.x