Unsplash.com

Czy jest możliwość nie pracowania na etacie? W jaki sposób negocjować swoje zasady i oczekiwania wobec pracodawcy? Czy praca na umowie wpływa na czas wolny? Jak wygląda praca na śmieciówce czyli czym jest praca na umowie zlecenie w firmie!

 

Część z Was pisze do mnie odnośnie rozwoju w kierunku własnej działalności, ponieważ chcą uchronić się przed etatem i robić coś swojego. Własny biznes wymaga umiejętności, dobrego planu i wszystkiego czego uczymy się przez lata. Rzadko komu udaje się skończyć szkołę i wieku 20 lat otworzyć działalność, przynoszącą zysk, na miesięczne utrzymanie się, a co dopiero na opłacenie kosztów firmy.

Ostatnio na forum internetowym, przeczytałem wypowiedź osoby, która apelowała o negocjowanie i nie zgadzanie się na mniejszą krajową, w celu odzwyczajenia firm żerowania na pracownikach i wykorzystywania ich do pracy na ilość za „grosze”.

Choćbyśmy chcieli zmienić świat, nie jesteśmy wstanie nawet nauczyć innych wyrzucania śmieci w parkach do koszy, a co dopiero w większych sprawach! Jak niby mamy trzymać się swoich zasad w pracy, aby szef je uszanował i nie traktował nas jako swojej własności, skoro na nasze miejsce przyjdzie ktoś, kto weźmie mniej za godzinę i jeszcze nie będzie się stawiał?

 

Praca na etacie, na śmieciówce

Przychodzimy do pracy, robimy osiem godzin, mając prawo do półgodzinnej przerwy. Do tego pracujemy za średnio 10 zł/h. (wiem co mówi stado baranów – kiedyś było gorzej, za granicą jest lepiej, trzeba się pogodzić), o wzięcie urlopu trzeba się kłócić, a gdy zachorujemy firma robi wszystko abyśmy nie dostali płatnych dni wolnych. Jeszcze na umowie o pracę nie ma takiego problemu. Na śmieciówce (umowa zlecenie), graniczy to z cudem. Czyli czysto teoretycznie jesteśmy dobrymi pracownikami i wszyscy się uśmiechamy, do czasu gdy czegoś potrzebujemy, wtedy ,,jesteśmy tylko robotnikami co dostają wynagrodzenie za przepracowane godziny, a czy masz złamaną nogę czy zapalenie płuc, nie jest moim problemem„.

 

Co z tego, że pracujesz na zleceniu, jak nie pracujesz jak zleceniobiorca. Według mnie zlecenie polega na tym, że zleceniodawca zleca pracę, a my mamy ją wykonać w określonym czasie. Od nas zależą już godziny pracy, wolne dni i to jak ją rozplanowujemy. W praktyce wygląda to inaczej. Pracujemy na umowie zlecenie (śmieciówka), a robimy tak samo jak na umowie o pracę, z tym wyjątkiem, że ogólnie nie mamy żadnych z tego korzyści poza wynagrodzeniem.

 

Negocjowanie zawodowych wymagań

Możesz mieć swoje potrzeby i zasady, pracodawca ma to w czterech literach. Pierwsza sprawa jest taka, że możesz chcieć zarabiać więcej, on zatrudni kogoś kto nie będzie wymagał. Koleżanka potrzebowała częściej chodzić do toalety, zaczęło to przeszkadzać współpracownikom. Na dywaniku wyjaśniła swoją sytuację zdrowotną (czego nie musiała robić), więc została zwolniona. Gdy poszła skonsultować to z prawnikiem, ten uznał, że i tak firmie niczego nie udowodni.

 

Pracownik również ma swoje potrzeby

Wychodzimy do pracy o godz. 4:00-5:00, wracamy 15:00-16:00. Jak każdy chcielibyśmy zajść do sklepu, spotkać się ze znajomymi, zdążyć ogarnąć mieszkanie, zająć się obowiązkami. Niestety z czegoś trzeba zrezygnować. Nie dziwię się kobietom, które musiały podjąć wybór, dom albo praca. Zrobienie wszystkiego w domu zaraz po pracy, naprawdę nie wystarczy. Dobra organizacja pracy w domu się przydaje, ale i tak samo wykonywanie pracy zawodowej, jest niezwykłym utrapieniem, jeżeli chodzi o pogodzenie obowiązków.

 

Dlaczego pracujemy na narzuconych zasadach?

Ponieważ nie mamy innego wyjścia. Wykonywałem różne prace na zlecenie. W sklepie gdzie kierowniczka robiła awantury przy klientach, którzy byli też moimi sąsiadami, czy obok mijającej nas rodzinie. Pracowałem w sklepie internetowym gdzie musiałem znosić dwie damulki, uważające klientów za skończonych kretynów. Pracowałem na budowie i przy sprzątaniu (najgorszy czas), musiałem tam znosić alkoholików i naprawdę chamskich mężczyzn, gdzie tylko płeć ich identyfikowała, żaden mężczyzna nie zniżyłby się do ich poziomu.

 

Każda z tych prac czegoś mnie nauczyła, ale nigdy nie zamieściłem ich w swoim CV, nie ukrywam wstydu z powodu pracy w tych miejscach. Brzydzę się tego, że musiałem tam pracować, ale też dziękuję opaczności losu trafienia tam. Jak już pisałem w każdej się czegoś nauczyłem. Rozbudowały się w nich moje pozytywne jak i negatywne cechy.

 

Jak się rozwijać aby otworzyć własną firmę?

Wciąż marzę o własnej działalności gospodarczej i liczę na robienie czegoś co bym kochał, wyrwania się z etatu i zajmowania się czymś wartościowym, co przynosiłoby mi radość. Póki co robię na etatach, tam gdzie dobrze płacą i spokojnie mogę wracać do domu. Natomiast jak widzicie, podobnie jak Wam, nie pasują mi realia pracy na etacie, męczę się w tym ale pracuję i daje z siebie wszystko, dopóty nie mam alternatywy.

 

Wspominałem, że wielu z Was do mnie pisze z prośbą o doradzenie w sprawie rozwoju w kierunku robienia czegoś swojego. Powyższy tekst jest odpowiedzią na wiadomości typu: Jak założyłeś własną firmę, czym się zajmujesz poza blogowaniem, co zrobić aby nie pracować już na etacie?

 

Jak rozwinąć własną firmę i kiedy zrezygnować z etatu?

Etat jest jak szkoła, tylko taka w której nabierasz doświadczeń, uczysz się pracy i motywujesz do założenia czegoś swojego. Obserwujesz pracodawców i kolegów z pracy, łapiesz się na chwytach wykorzystywanych przez współpracowników, dzięki czemu będziesz wiedzieć na co zwracać uwagę oceniając zatrudnionych przez siebie ludzi.

Wtedy masz też czas na przemyślenie wszystkiego, skonsultowanie z bliskimi, obmyślenie biznesplanu i wprowadzenie w życie własnej działalności. Na początku jest ciężko z prowadzeniem, popełnia się wiele błędów, a przy tym brakuje klientów. Dlatego zalecam pracę na etacie i godzenie tego z prowadzeniem własnego biznesu. Gdy nasza firma już zarabia na siebie i na nas, nie mamy czasu na etat z powodu ilości zamówień, możemy rozważyć odejście z pracy u kogoś.

Udostępnij dalej:
Autor: Patryk Tarachoń
Nazywam się Patryk Tarachoń. Piszę o relacjach międzyludzkich, motywacji i rozwoju osobistym. Treści artykułów opieram na prywatnych doświadczeniach oraz sytuacjach czerpanych z otaczającej codzienności.