Unsplash.com

Czym w dzisiejszych czasach jest idealny związek? Jak należy wspierać ukochaną osobę? Dlaczego pozwoliliśmy zepsuć obraz prawdziwej miłości? Na czym polega wzajemne rozwiązywanie problemów? Jak wyglądało zaufanie za czasów naszych przodków? Błędne rozumienie miłości!

Podejście do idealnego związku stało się mylnie postrzegane. Moim zdaniem pozwoliliśmy bardzo zniszczyć wizerunek zdrowej relacji wśród zakochanych, poprzez przyzwalanie na przelotne romanse, seks bez zobowiązań i traktowanie związków wśród dzieci, za ważne w ich życiu.

Przestaliśmy się wzajemnie uświadamiać, że związek to nie tylko zaspokajanie potrzeby bliskości, ale również ogromna odpowiedzialność i umiejętność dbania o drugiego człowieka, bez znaczenia na przeszkody.

 

Jak wygląda idealny związek

Śmieję się, gdy słyszę o idealnych związkach. Moim zdaniem, nie ma idealnych związków, ponieważ w każdej relacji z drugim człowiekiem, znajdziemy coś, co nam przeszkadza. Przykładowo cecha charakteru, o której nie mówimy wprost, chociaż osobiście nam przeszkadza.

Dla mnie idealnym związkiem są relacje, w których para nie ma do siebie żadnych zastrzeżeń i działają jak jeden organizm. Zanim jedno pomyśli nad tym, czego potrzebuje, to drugie jest już z tym w drodze. Gdy ukochana osoba jest smutna, druga nie musi pytać, o co chodzi, ponieważ po grymasie twarzy wie, czego dotyczy problem.

 

Tak naprawdę, w nawet idealnym związku potrzebujemy kłótni, sprzeczek i stawiania na swoim. Odreagowywanie na kimś, kogo się kocha, moim zdaniem nigdy nie jest i nie będzie właściwe, natomiast czasem potrzebujemy, chociaż podnieść głos lub wyrazić swoje niezadowolenie.

Wbrew pozorom, nawet w uznawanym przez nas idealnym związku, czasem może zabraknąć cierpliwości i wyrozumiałości, jednakże najlepsze w tym jest jedno!

 

Wsparcie drugiej osoby

Nawet gdy jesteśmy wściekli na drugą osobę, wyprowadzi nas z równowagi lub sprowokuje coś, co już długo w nas narasta, potrafi tę złość opanować i poprawić atmosferę. Stojąc obok, możemy odnieść wrażenie, jakby te dwie zakochane w sobie osoby, nie potrafiły na siebie się gniewać. Chwilę wcześniej latają talerze, aby chwilę później się przytulać i zachowywać jakby nie wiedziały, co przed sekundą zaszło.

W miłości najlepsze jest jeszcze wzajemna wyrozumiałość. Gdy jedno sobie z czymś nie radzi, drugie skutecznie potrafi pocieszyć, zwrócić uwagę w inteligenty sposób i pomóc. Czasem jednak problemy nie dotyczą tylko jednej osoby i idealny duet, musi uporać się z wyzwaniami we dwójkę.

 

Rozwiązywanie wspólnych problemów

Gdy jesteśmy dziećmi czy nastolatkami, związek wygląda zupełnie inaczej. Ostatnio próbowałem osobie, która się ze mną skontaktowała wyjaśnić, że szkolne zaręczyny to tylko zabawa lub coś, czego z czasem nie warto traktować poważnie. Dlaczego?

 

Szkolne związki moim zdaniem, rzadko mogą przerodzić się w coś poważnego. Gdy dorastamy, zaręczyny nie są czymś, co można zaproponować ukochanej osobie, ponieważ tak nam „każe serce”. Zaręczyny są propozycją związania się na całe życie, co tyczy się również ślubu. Podejmujemy tego typu decyzje, nawet gdy jesteśmy świadomi, że nie będziemy w stanie znieść razem wszelkich przeszkód.

Wynajmujemy razem mieszkanie, więc potrafimy dzielić się obowiązkami i wspólnie radzimy sobie z wydatkami. W razie kłopotów finansowych, awarii czy innych nieprzewidzianych sytuacji, radzimy sobie oboje, żadne się nie wycofuje. Gdy któreś z zakochanych zachoruje, drugie bierze na siebie możliwie jak najwięcej obowiązków.

 

Są pary, które przeżyły śmierć wyczekiwanego dziecka, utratę dachu nad głową, gorszy czas pod kątem zatrudnienia, brak pieniędzy, losowe wyzwania i utrudnienia. Dlatego szczerze mówiąc, bawi mnie, gdy nastolatkowie mają do mnie problem, gdy próbuję ich uświadomić, że „to tylko szkolna miłość”.

Prawdziwy związek poznają, gdy ukochany lub ukochana zaczną oczekiwać zaangażowania seksualnego, nie będą umieć znieść naszych cech charakteru lub zwyczajnie będą zdradzać. Wtedy czar pryska i zaczynamy inaczej postrzegać związek, a jakieś szkolne zaręczyny staną się żenującym powodem do pośmiewiska.

 

Angażując się i poświęcając swój czas

Związek to nie decyzja krótkoterminowa. Jeśli lubimy przelotne romanse, także powinniśmy wiedzieć, na co się piszemy. Być może druga połowa decyduje się na coś, czego nie rozumie? Nam może zależeć tylko na jednej wspólnej nocy, gdy ta druga osoba zacznie nas nachodzić. Może też być całkiem odwrotnie!

 

Chcemy lepiej się poznać, wytyczamy granicę, a i tak druga osoba próbuje zaciągnąć do domu i się nami zabawić. Przecież nie wiemy, jakie intencje ma drugi człowiek! Być może w szkole bywa inaczej, są rówieśnicy, którzy będą nas oceniać jeszcze przez kilka lat, rodzice i szkoła wyciągająca konsekwencje. Gdy kończymy szkołę, ktoś obcy z klubu, wcale nie musi być tak sympatyczną osobą, za jaką się podaje.

Odszedłem od tematu nie bez powodu. Dzisiejsze związki są nieprzemyślane i zwyczajnie naiwne. Po miesiącu pary zamieszkują ze sobą, decydują się na rodzinę i zabawę w dom. Niektórzy są zwyczajnie niedojrzali. Znam przypadki, gdy młode mamy oskarżają swojego partnera o agresję czy zaniedbanie, gdy same nie specjalnie się przyczyniły do polepszenia sytuacji, a wręcz przeciwnie prowokowały.

 

Dlaczego związki naszych pradziadków były lepsze? Ponieważ jeśli się obiecywało być z kimś do końca życia, to na dobre czy złe, żyło się ramie w ramie. Mało tego! Kobiety potrafiły opanować mężczyznę, dbały o atmosferę w domu i swoim wdziękiem i mądrością, przemawiały mężom do rozsądku. Panowie, chociaż byli porywczy i potrafili zrobić skok w bok (czego nie pochwalam), pracowali i odgrywali rolę męża, który ma zadanie dbać o rodzinę i dom. Nawet jeśli w związku się coś psuło, problemy się rozwiązywało, a nie zamieniało na kogoś innego.

Dziś moi znajomi schodzą się i wiążą ponownie, mają dzieci, które mają tatusia, wujka, drugiego wujka i nowego wujka, który zastępuje dwóch poprzednich. Chrzestnym są koledzy z drugiego końca kraju, których mama i taka poznali na forum dla rodziców lub są jakimiś znajomymi z czasów szkoły. Wychowany w tradycji, że chrzestnymi są członkowie rodziny, a nie znajomych z Facebooka, nie zamierzam zmieniać przyzwyczajeń i ich pochwalać.

 

Zaufanie to podstawa każdego związku

Oczywiście powinniśmy spędzać czas z przyjaciółmi, wyjść z kolegami na piwo i imprezę z koleżankami. Chociaż zazdrość jest potrzebna w związku, gdy zabraniamy się zbliżyć do partnera lub partnerki obcym ludziom, jest przejawem chorobliwej zazdrości.

Jeśli ukochana osoba nie potrafi zauważyć, że jesteśmy dla niej lepszym człowiekiem, dla mnie osobiście coś jest nie tak. Gdy zaufanie się kończy w momencie, gdy w pobliżu pojawia się ktoś obcy, może warto rozważyć czy my w ogóle chcemy być z kimś takim? Zaufanie to podstawa, ale jeśli ktoś inny nas skrzywdził, nie możemy wariować w sytuacji zapoznania się ukochanej bądź ukochanego z nowym towarzystwem. Powinniśmy czuwać, też dawać się zabawić, ale nie trzymać za rękę jak dziecko. Jeśli ktoś nas kocha, samo będzie się pilnować.

 

Potrafią się wspólnie bawić

Czasem, gdy się zakochamy, oboje nie potrzebujemy spędzać czasu z innymi ludźmi. Nie powinno tak być, ale też się zdarza, że przez wiele lat nawet nie widzimy nikogo dookoła nas. Bywa też tak, że gdy jedno nie może oderwać wzroku, drugie będzie wolało od czasu do czasu, spędzać czas z przyjaciółmi.

 

Są związki, które tak się w sobie zakochują, że zapominają o całym świecie. Wspólnie oglądają filmy, pogłębiają wzajemne pasje lub łączą swoje zainteresowania, tworząc coś niesamowitego! Jedno potrafi wpaść na pomysł, które drugie kupuje automatycznie. Czują więc wzajemnie radość, gdy spędzają czas razem.

 

Jednakże zdrowo jest, gdy oboje mają zainteresowania, których partner lub partnerka nie akceptuje, a jedynie toleruje. Tak też powinno być, żeby mogli mieć czas dla siebie. Czasem kilkudniowa przerwa, aby spędzić czas sami z sobą, jest właściwa. Nawet w małżeństwach każde powinno mieć swoje miejsca i trochę czasu dla siebie.

 

Gdy ukochana osoba, za dużo oczekuje

Dzwoni do Ciebie każdego dnia, aby dowiedzieć się, czy już jesteś w domu, co słychać, czy wszystko w porządku i jak się czujesz?

Nie daje spokoju, gdy wrócimy zmęczeni do domu, zawracają głowę jakimiś bzdurami, których nie masz ochoty słuchać? Nawet w udanych związkach to się zdarza, więc mamy prawo wymagać świętego spokoju od czasu do czasu. Absorbujące jest, gdy mamy coś do zrobienia, a ktoś wzbudza w nas poczucie winy, gdy nie mamy zwyczajnie możliwości się zaangażować tym razem.

 

Jeszcze gorsze są te pretensje, że za rzadko całujesz, przytulasz, a gdy sami wyjdziemy z inicjatywą, to sobie robią żarty i nie traktują związku poważnie. Spotykałem się z sytuacjami, gdy byłem świadkiem kłótni o wspólne posiłki, sposoby spędzania czasu i podejście do wspólnej przyszłości. Wszystko rozumiem drodzy. Sprawa nie jest łatwa do ogarnięcia, zwłaszcza gdy druga osoba i tak myśli po swojemu, bo „zebrało się na amory”. Czasem wystarczy oczarować, zaspokoić potrzebę bliskości w bardzo prosty sposób!

 

Jakbyśmy chcieli sami zostać zrozumiani?

Aby zmienić się w czarującą i miłą osobę, aby sprawić radość, jest kilka prostych technik. Dużo większym wyzwaniem jest postępowanie w mądry i dojrzały sposób. Taki człowiek, nie tylko jest świetnym partnerem, ale także kimś przy kim czujemy się bezpiecznie.

 

Bez zbędnych lekcji

Zależy w jakich warunkach, z kim i jaki sposób dorastaliśmy. Według mnie dziewczyny w kolegach czy swoich partnerach potrzebują przyjaciela. I chociaż trudno kobiety zrozumieć, wystarczy naprawdę chcieć, zbudować zaufanie i nie być nachalnym. Pojawiać się tylko wtedy gdy chcą.

Zadzwonić, zajść w odwiedziny, wysłuchiwać i nawet zadawać pytania z naszego męskiego punktu widzenia, starać się odpowiadać na pytania tak jakby chciały to usłyszeć lub w minimalnym stopniu szczerze. Dla nas wiele kłopotów, z którymi się spotyka ukochana osoba, mogą wydawać się banalne, natomiast dla drugiej osoby, niezwykle ważne. Dlatego czułość i potrzeba dbania o siebie nawzajem, jest na wagę złota.

 

Wyręczanie w obowiązkach

Wspominałem już o wyręczaniu w obowiązkach, gdy drugie choruje. Jednak nie zawsze powinniśmy się kierować takim myśleniem. Lepiej wyjść z inicjatywą, nawet gdy druga osoba nie jest zmęczona. Wspólne sprzątanie, gotowanie, a nawet robienie prania, daje więcej radości dla Was obojga niż cokolwiek innego. Nie wierzysz?

Ostatnio, gdy dziewczyna nastawiała pranie, ja zająłem się zakupami i przygotowaniem posiłku. Później, gdy wszystko przygotowałem, partnerka zajęła się już doprawieniem i gotowaniem, gdy w tym czasie sprzątałem mieszkanie i rozwieszałem pranie. Razem zjedliśmy kolację, obejrzeliśmy film. Tego typu podzielenie obowiązków nawet po ciężkim dniu bardzo zbliża. Poza tym nie mam wyrzutów sumienia, że zostawiam ze wszystkim partnerkę, a sam siedzę i odpoczywam, gdy najbliższa memu sercu kobieta, zwyczajnie się zaharowuje.

 

Nie zawsze jest kolorowo

Piszę o tym wszystkim, aby podkreślić jak wielki wpływ na otoczenie, ma odpowiedzialny związek. Zaangażowanie nie dotyczy tylko dzieci i podejścia do świata. Przede wszystkim dbania o ukochaną osobę, pod kątem tego, aby nie czuła się samotna, żeby pozytywnie zaskakiwać, gdy się tego nie spodziewa.

Słuchać, pocieszać i pamiętać o marzeniach i potrzebach drugiej osoby. Nie odtrącać, gdy jest źle Wam obojgu i wzajemnie wspierać, w nawet ekstremalnych sytuacjach, a co najważniejsze, ufać wzajemnie.

 

Gdy przychodzą takie dni jak Dzień Kobiet, Mężczyzn, Walentynki, urodziny czy nawet imieniny, to świetne okazje aby pokazać, że pamiętamy o najbliższej nam osobie i zorganizować miło czas.

Kornel Tomicki z bloga Bądź Jeszcze Lepszy, napisał artykuł ,,49 pomysłów na randkę w walentynki i nie tylko„, do którego serdecznie Was odsyłam.

Niektóre są przezabawne, gdy inne wręcz wzięte z kosmosu, ale jeśli jesteście tak samo kreatywni jak autor i macie równie dużo dystansu wzajemnie do siebie, znajdziecie coś, co sprawi radość obojgu.

 

Udostępnij dalej:
Autor: Patryk Tarachoń
Nazywam się Patryk Tarachoń. Piszę o relacjach międzyludzkich, motywacji i rozwoju osobistym. Treści artykułów opieram na prywatnych doświadczeniach oraz sytuacjach czerpanych z otaczającej codzienności.