Co czuje dziecko gnębione w szkole? W jaki sposób przejawia się przemoc wśród uczniów? Zobacz, jak wygląda nękanie w szkole z perspektywy ucznia!

Co czuje dziecko gnębione w szkole? W jaki sposób przejawia się przemoc wśród uczniów? Zobacz, jak wygląda nękanie w szkole z perspektywy ucznia!

Poniższy tekst napisałem dla rodziców, opiekunów i nauczycieli. Treść powstała przede wszystkim z myślą o uczniach, którzy są ofiarami przemocy werbalnej i niewerbalnej. Publikując poniższy wpis, pragnę uświadomić, z jakimi trudnościami boryka się młodzież oraz jak poniżanie, gnębienie, ataki słowne i fizyczne, wpływają na życie młodego człowieka oraz jego dorosłe życie. Oto jak nękanie w szkole wpływa na młodego człowieka i w jaki sposób wpływa na jego dorosłe życie!

Nękanie w szkole? Nie sposób zapomnieć

Kiedyś obawiałem się, że zapomnę o tym, co mnie spotykało. Zależy mi, aby każdy młody człowiek otrzymał szansę uświadomienia sobie się, że nie jest w tym wszystkim sam. Mowa oczywiście o nękaniu w szkole, które wpłynęło na mój światopogląd, podejście do ludzi i życia. Dziś opowiem Ci szczegółowo o tym, jak to wyglądało z mojej perspektywy. Z punktu widzenia osoby, która odczuła na własnej skórze, jak czuje się ktoś, kto jest zastraszany i wyśmiewany.

Nie jest tak, że osoby opowiadające o swoich trudnościach w życiu, doszukują się aprobaty, użalają się lub chcą w jakimś sposób zyskać profity. Świadomy jak wyglądały moje lata szkolne, na myśl o uczniach przechodzących przez to samo piekło, po prostu mam szklane oczy. Według rodzica, nauczyciela i każdej innej osoby dorosłej, problemy młodzieży są niczym w porównaniu z kredytami, pracą czy pogodzeniem obowiązków. Kiedyś wracając ze szkoły, między wyzwiskami a rzucanymi w moją stronę przedmiotami, naszła mnie pewna refleksja – czy dorosła osoba, która uważa mój problem za błahostkę, byłaby w stanie sobie poradzić, gdybyśmy zamienili się miejscami? Jak poradziliby sobie z problemem, gdyby ich dzień wyglądał następująco?

Początek dnia w szkole

Dzień osoby gnębionej w szkole zaczyna się tak samo, jak każdego innego. Poranna higiena sprawdzenie, czy wszystko spakowało się do tornistra i zasiedzenie przy stole. Pamiętam, że na siłę próbowałem zjeść śniadanie, ale ze stresu nie byłem w stanie przełknąć nawet kawałka. Na kilka minut przed wyjściem z domu wymiotowałem. Tak silny stres spowodowany tym, co czekało mnie w szkole, bardzo często doprowadzał do zwracania posiłku.

Wyjście z domu nie było równie łatwe, jak śniadanie. Przejście przez osiedle mogło wiązać się z napaścią, kolejnymi wyzwiskami lub próbami sprowokowania do dyskusji tudzież bójki. Odcinek drogi od wyjścia z osiedla, aż do szkoły było drogą, przez którą przechodziło wiele grupek uczniów. Dlatego wychodziłem z domu w momencie, którym ewentualnie spóźnialscy biegli na lekcje. Zawsze się spóźniałem na pierwsze lekcje, ale nie było innego wyjścia. Inaczej poranne docinki nie miałyby końca. Sprawdź ,,Pobicia w polskich szkołach, o których pisano w mediach„.

Elementarz przetrwania w szkole

Do budynku wchodziłem szybkim krokiem, mijając ochroniarza, który często był wzywany przez nauczycieli. Właściwie dzięki jego obecności, pedagodzy mieli jakikolwiek argument, którym mogli domagać się łaskawego szacunku ze strony klas. W szatni zwykle zagadywałem się z paniami woźnymi. Poświęcały mi bardzo dużo swojego czasu na rozmowy i wspólne wymiany żartów. Przerwy nie ustępowały w humorze niosącym się korytarzami.

W gimnazjum zwykle siedziałem w ławkach z przodu, ale nie w pierwszych rzędach. Wtedy był to jeden z przejawów mojego buntu i okazywania asertywności. Jeśli nie zmuszono mnie siłą lub argumentem do siadania w pierwszej ławce, nie pchałem się. Siadałem na początku, wyłącznie na lekcjach, na których wymagało się przepisywania całej tablicy do zeszytu.

Wyjście z sali wyglądało na takiej zasadzie, że szybkim krokiem schodziłem do piwnicy, aby spędzać czas z woźnymi lub praktycznie biegnąc do szkolnej świetlicy, w której dużo rozmawiałem z panią Renatą. Oprócz spędzania czasu na rozmowach z opiekunką świetlicy oraz żartowaniu z paniami woźnymi również otaczałem się koleżankami. Powody takiego zabiegu były dwa – po pierwsze ani chłopacy nie chcieli ze mną się zadawać, ani ja nie chciałem, aby ci mądrzejsi rówieśnicy mieli przeze mnie kłopoty. Dziewczyn nie ruszali, były asertywne, miały w nosie co o nich powie banda debili, a poza tym były dużo wrażliwsze i dojrzalsze od chłopaków. Pamiętam, że problemy z pijącymi rodzicami, agresywnym rodzeństwem lub innymi problemami, próbowali sobie rekompensować, bawiąc się w szkolną mafię. Gnębili każdego, kto od nich odstawał. Najlepiej było znęcać się nad introwertykami lub w ogóle tymi, którzy byli na tyle zastraszeni, że potrafili się zmoczyć ze strachu.

Najtrudniejsze lekcje do przetrwania

Zdecydowanie najtrudniej było mi przetrwać lekcje wychowania fizycznego. Strach przed wejściem do szatni, w której koledzy reagowali na mnie jak na trędowatego, było nie do zniesienia. Zdarzały się dni, że zachowywali się, jakbym nie istniał, a innym razem gdzieś pod nosem coś komentowali. Podczas grania w siatkówkę czy piłkę nożną grałem tylko wtedy gdy leciała w moją stronę piłka. Zdarzało się to na tyle rzadko, że jedyną aktywnością fizyczną jaką odbywałem, była rozgrzewka. Był czas, że z koleżankami z klasy uciekaliśmy z ostatnich lekcji, aby brać udział w zajęciach z młodszymi klasami, pod opieką nauczycielki od zajęć wychowania do życia w rodzinie (wdżwr). Zresztą na te zajęcia chodziłem wyłącznie z tymi koleżankami, co wspominam najlepiej z całej edukacji.

Klucz do szatni odnosiłem z własnej woli, ponieważ gdy wszyscy wyszli, mogłem spokojnie wejść do szatni i się przebrać. Wuefiści zostawiali mnie po lekcjach, aby uczyć boksowania, chwytów do zastosowania w obronie własnej. Jednakże nauczyć się bić musiałbym sam, gdybym przełamał lęki i niską samoocenę. O lekcjach wf. napisałem więcej w felietonie ,,Uciekając z lekcji WF-u„.

Jak nękanie w szkole może wpłynąć na zdrowie?

Z czasem zacząłem odczuwać ból serca, który potrafił wykręcić mnie do pozycji embrionalnej. Okazało się, że oprócz niedoboru magnezu i faktycznie słabszego serca, przede wszystkim problem leżał w mojej psychice i panicznym lęku przed lekcjami wf. Co semestr modliłem się, aby lekarz wypisał mi zwolnienie z zajęć. W przeciwnym razie w ogóle bym na te lekcje nie chodził. Szczerze mówiąc, wolałem pisać poprawkę z zajęć wychowania fizycznego, niż pojawiać się na lekcjach. Nawet kosztem powtarzania klasy. Brak sportu w szkole rekompensowałem sobie latem podczas 2-godzinnej przejażdżki rowerem, każdego dnia, gdy tylko pogoda na to pozwalała.

Jedną z najtrudniejszych lekcji była fizyka. Nauczycielką była podłą babą, na którą epitety lecą w mojej głowie jak z karabinu. Była na tyle podła, że kazała mi przepytywać moją dobrą koleżankę z lekcji, na których jej nie było. Po odmowie uwzięła się nie tylko na niej, ale również na mnie. Nie chcę temu człowiekowi poświęcać więcej czasu, nie warto. Mogę dodać tylko tyle, że aby skończyć gimnazjum, zainterweniowała wspomniana pani Renata i moja wychowawczyni. Postawiły Ziemię do góry nogami, żeby być świadkiem mojej odpowiedzi końcowej. Zobacz również ,,Jak przetrwać problemy w szkole„.

Zapraszam również do odsłuchania 23 odcinka podcastu ,,Nie będąc sobą„, będącego uzupełnieniem artykułu.

Nękanie w szkole i po jej opuszczeniu

Nękanie w szkole, wciąż jest tematem, który bywa poruszany, ale nie nagłaśniany. W książce ,,Przygotuj się na Start”, poświęciłem większość rozdziałów na powyższy temat. Opisałem kilka zajść, które szczególnie zaprzątują moją głowę po dziś dzień. Wychodząc ze szkoły, szedłem w możliwie najszybszym tempie, a i tak słyszałem za sobą wyzwiska, ohydne komentarze i patologiczne slogany. W moją stronę leciały kamienie, a nawet szklane butelki.

Nauczyłem się więc walczyć ich bronią, wyzywając liderów tych grupek, odkrywając ich słabości i wypominając ich rodziców. Często w bezczelnym i ukrytym przekazie, nawiązywałem do agresywnych rodziców lub ich wyglądu. Nie odpyskowywałem każdemu, bo nie każdy rozumiał ironię, a wręcz liczyli na pretekst, aby złamać mi szczękę. Gdy zabierano mi plecak, stanowczo mówiłem, że ma wrócić w nienaruszonym stanie. Nie bałem się wytykać przy wszystkich palcem kuratora, który nadzorował już ich rodziny. Dla jednego ze spokojniejszych chłopaków, który chciał się wybić moim kosztem, uświadomiłem, że jeśli się nawet na mnie spojrzy, zrobię z niego szkolnego pedała, którego będą kopali na korytarzach.

Własne lęki zacząłem wykorzystywać na innych. Dziś przez ślinę, która lądowała na moich ubraniach, popchnięciach i wyzyskach, nikomu nie ufam. Na co dzień jestem pogodny i uśmiechnięty, ale nie ufam ludziom. Staram się pracować samodzielnie i przenigdy nie prosić o pomoc, jeśli nie ma takiej konieczności. Brzydzę się proszeniem o pomoc i nienawidzę, gdy ktoś wyciąga mi pomocną dłoń. Wiem, że nie jestem w stanie zrobić wszystkiego sam. W ostateczności oddelegowuję zadania lub zwracam się z prośbą o pomoc. Niestety wymaga to ode mnie ogromnego przełamania się. Z wieloma kompleksami staram się uporać po dziś dzień, chociaż częściej powtarzam sobie, że już je przepracowałem. Przeczytaj więcej ,,Piekło zwane gimnazjum„.

Jak nękanie w szkole odbija się na dorosłym życiu?

Dziś więcej mówi się o słuchaniu dzieci i traktowaniu ich problemów nawet bardziej poważnie niż swoich. Nie chcę przez to powiedzieć, że brakowało mi wsparcia ze strony rodziców czy dziadka, bo było wręcz przeciwnie. Niestety nie u wszystkich tak było. Moi rówieśnicy często nie mieli z kim porozmawiać. U osób, które dokuczały innym, miało to podłoże nie tylko na tle otaczającego ich środowiska wśród kolegów, ale także rodzinnego. Alkoholizm w rodzinie, agresywni rodzice lub rodzeństwo. Wpajanie w domu, na ulicy, w telewizji oraz internecie, że osoby o innej kulturze, religii, pochodzeniu, a także orientacji seksualnej należałoby traktować jako gorszych, miało okropne skutki. Te i wiele innych czynników odbijało się na niewinnych osobach, które bały się wyjść do szkoły, a często jeszcze bardziej z niej wrócić. Nie wypominając już o depresji, samookaleczeniu czy myślach samobójczych.

Zatem nie bagatelizujmy tego, co dzieje się w życiu dziecka. Nie atakujmy nastolatka, który wraca zdenerwowany do domu. Próbujmy postawić się w sytuacji młodego człowieka, tak jakbyśmy przechodzili przez to samo w pracy czy chociażby z sąsiadem za ścianą lub płotem. Zastanówmy się, czy bylibyśmy sobie w stanie poradzić sobie, gdyby sąsiadka dla żartu wypisywała sprejem ohydne napisy na masce naszego samochodu. Postawmy się w sytuacji dziecka, które obrywa kamieniami, wracając do domu, tak jakby to koledzy z pracy w nas rzucali. Z tej perspektywy łatwiej zrozumieć, co czuje gnębione dziecko. Więcej na ten temat możesz przeczytać w tekście ,,Wpływ poniżania na resztę życia„.

fot. Paulina Radziszewska

Znasz kogoś kto przeszedł podobną drogę? Dołącz do dyskusji.

Wesprzyj podając dalej
Autor: Patryk Tarachoń
Nazywam się Patryk Tarachoń. Piszę o relacjach międzyludzkich, motywacji i rozwoju osobistym. Treści artykułów opieram na prywatnych doświadczeniach oraz sytuacjach czerpanych z otaczającej codzienności.