Unsplash.com

Dlaczego młode pokolenie nie czuje się dobrze na polskim rynku pracy? Z jakich powodów pracodawcy nie angażują młodych na ambitne stanowiska? Co najbardziej irytuje niedoświadczone pokolenie w pracy na etacie? Młode pokolenie na rynku pracy!

Być może część z Was uważać młode pokolenie za leniwe, które chce wszystko dostać od razu. Wśród moich rówieśników nie brakuje osób pracowitych, oddanych pracy i chętnych poświęcenia się pracodawcy. Mimo wszystko nawet ich denerwuje kilka spraw, o których dziś porozmawiamy.

 

Brak czasu przez pracę

Jak niby młody człowiek może nie mieć czasu? Właśnie może i jeszcze bardziej jest to denerwujące dla młodej osoby. Nie może wyjść ze znajomymi ponieważ pracuje do późnych godzin, a nawet jeśli kończy wcześniej, nie zawsze ma szansę zdążyć do domu się ogarnąć lub przygotować do wyjścia.

Do tego dochodzą różne sprawy, które młody człowiek wolałby załatwić w ciągu dnia, popołudniem gdy urzędy nie są tak oblężone. Gdy kończy o 15:00-16:00, zdążenie do jakiegokolwiek miejsca, jest wręcz niemożliwe.

 

Brak możliwości na naukę i rozwój

Nie najgorszy jest fakt pracowania w zawodzie, którego się nie lubi, a działaniu w branży nielubianej lub takiej, która nie była zawodowym celem. W szkole wmawiano nam, że musimy się uczyć aby być kimś, że dany kierunek daje możliwości, a studia to inwestycja w przyszłość.

Życie jednak weryfikuje i osoby które znam z pójścia w tym kierunku, mocno się zawiodły. Okazało się, że po studiach pracują na tych samych stanowiskach, co osoby, olewające szkołę, a po zakończonej edukacji zamiast studiów, wybrali pracę na kasie w hipermarkecie. Znam też takich co po studiach naprawdę daleko zaszli, tylko problem polega na tym, że mieli więcej szczęścia niż inni.

 

Ambitni ludzie mają trudniej, ponieważ moim zdaniem ci najbardziej zawzięci, dłużej muszą pogodzić się z losem. Zamiast magistra czy inżyniera, chodzącego z projektami, zmywają podłogi czy podają jedzenie w punktach fast-food.

Jeszcze kilka lat temu, radziłem aby nie bać się chodzić na rozmowy kwalifikacyjne, o stanowiska których się nie zna, do firm na wysokim poziomie. Uważałem wtedy, że nawet jeśli wiemy niewiele o danej dziedzinie, mamy szansę spróbowania w czymś, co będzie dla nas rozwojowe. Jedyną wadą jest obowiązek podnoszenia sobie poprzeczki i szybkiego uczenia się.

 

Problem polega na tym, że przynajmniej na polskim rynku pracy, pracodawcy nie chcą zatrudniać młodych ludzi, ponieważ nie mieli oni wcześniej doświadczenia na podobnym stanowisku, a bycie samoukami to dla nich za mało. Poza tym wykwalifikowanie człowieka nie jest tanie, a taki młody ambitny to nie wiadomo ile popracuje, więc przez takie mity, młodzi i naprawdę zdolni pracownicy, zostają zastąpieni tymi co są starsi, lepiej wypadli na rozmowie, lecz niestety nie mają ambicji robić nic więcej, oprócz powierzonych obowiązków, gdy młody chciałby spróbować jak najwięcej.

 

Pretensje o nieprzykładanie się do pracy

Młode osoby dużo częściej potrzebują brać wolny dzień od pracy, ponieważ nie oszukujmy się, kto w młodym wieku przejmuje się niewyrobieniem z terminami szefa, skoro ma swoje życie, sprawy i zmartwienia. Poza tym praca nie jest ,,drugim domem”, tylko miejscem gdzie większość z nas idzie na osiem godzin, chcąc skończyć jak najwcześniej.

 

Ostatnio dostałem kilka wiadomości od młodych osób, które chciały porozmawiać o swojej pracy. Irytacja z powodu wykonywania czegoś, ponieważ ,,trzeba pracować”, męczy ich, a do tego nie potrafią znieść uwag, że za wolno, niedokładnie i jeszcze pozwalają sobie na pyskówki. Nie rozumieją czy pracodawcy są głupi, czy zwyczajnie w świecie starają się wykorzystać swoją pozycję, aby pomiatać kimś młodym w zespole.

W jaki sposób lepiej pracować? Na ilość czy jakość?

 

Niektóre wiadomości wręcz wyprowadziły mnie z równowagi, zwłaszcza te, w których młode osoby piszą o wykorzystywaniu do obowiązków, których nie wykonuje się na danym stanowisku. Jeszcze gorsze są szantaże typu – ja ci płacę więc rób co mówię. – co pojawiało się w co 3 wiadomości. Niektórzy nawet pisali o odpowiedziach takich, jak zazwyczaj dorośli używają, gdy opowiadają o pracy lub reagując w sposób stanowczy, polecony przez rodziców.

Najtrudniejsza w tym wszystkim jest bezradność.

 

Czekanie na lepszą przyszłość

Bardzo martwi mnie widok przyjaciół i znajomych, którzy zawsze byli pewni siebie, dumni, ambitni i potrafili iść po swoje, a przy spotkaniu są pozbawieni wiary w to, że kiedyś cokolwiek osiągną w życiu. Jeden kumpel przerzuca od rana do wieczora kartony, gdy drugi przygotowuje przez cały dzień pizze. Koleżanka zmordowana i zapłakana z powodu klientów, wchodzi do domu po pracy w sklepie, gdy jej współlokatorka śpi zmęczona po zmianie w fabryce dywanów. Wszyscy wychodzą z domu o 6:00 rano, a wracają o 18:00. Każdy z nich chce się spotkać, wyjść, zrobić coś kreatywnego i swojego, ale niestety nie mogą. Niby jesteśmy umówieni, lecz do spotkania nie dochodzi od miesięcy.

 

Każdy z nas chciałby pracować w fajnym zespole, nie przejmować się przyszłością i chodzić do pracy z przyjemnością. Ostatecznie możliwe byłoby to dopiero, gdyby prowadzili swoją firmę, z której mogliby wyjść na luch, nie martwiąc się, że ktoś wyliczałby im 2 minuty spóźnienia. We własnej firmie, co prawda mieliby swoje problemy i sprawy na głowie 24/h. ale byliby zależni od siebie i nie musieli tłumaczyć się z każdej wykonanej czynności.

 

Osoby które są nieco mniej ambitne, pragną tylko współpracy z firmami, będącymi wyrozumiałymi, szanującymi czas innych, a nie działalnościami pracującymi na akord, szukających za przeproszeniem głupków, którzy nie będą dyskutować, tylko nakręcać kolejne pieniądze. Wychodzą z założenia, że jeśli już mają pracować, to żeby się im to opłacało i aby team był zgrany, z którym czas mijałby dobrze.

Udostępnij dalej:
Autor: Patryk Tarachoń
Nazywam się Patryk Tarachoń. Piszę o relacjach międzyludzkich, motywacji i rozwoju osobistym. Treści artykułów opieram na prywatnych doświadczeniach oraz sytuacjach czerpanych z otaczającej codzienności.