Unsplash.com

Jak wygląda praca na etacie? Jakie wady ma praca dla kogoś i na jakiej zasadzie działają niektóre firmy? Praca na swoich zasadach w obecnym świecie!

Praca na etacie dla jednych jest normalnością, ale dla coraz wielu osób utrapieniem. Niestety w większości przypadków nie mamy możliwości robienia czegoś innego, a praca dla kogoś zaczyna ciążyć. Dostaję sporo wiadomości z pytaniami o to jak radzić sobie w takiej pracy i czy jest szansa robienia czegoś co się kocha. Tym razem ten temat poddamy dyskusji.

Praca na etacie nie jest kolorowa

Spotkałem się z wieloma pracami. Miałem okazję pracować na trzy zmiany, a niektóre firmy miały zwyczaj pracowania w dwie wybrane soboty. Spotkałem się także z ofertą pracy, w której pracownicy tydzień mogli zaczynać od trzeciej zmiany w niedzielę. Tak, muszą przyjść do pracy w niedzielę na godzinę 12:00 w nocy.

Zwykle nie wypowiadam się na tego rodzaju tematy, a jednym z powodów jest ten opisywany w artykule ,,Dlaczego nie lubię mężczyzn„? Praca jest tematem którego unikam, ponieważ wolę skupiać się na tym co sprawia mi radość i rozmawiać o tych pozytywnych aspektach życia.

Po szeregu odpowiedzi na wiadomości, bez ruszenia dalszego tematu na blogu, czas w końcu to zmienić i wyjaśnię jak ja rozumiem pracę na etacie.

Praca na etacie rządzi się swoimi prawami i w praktyce nie mamy na nic wpływu. Jesteśmy wielbłądami pracującymi na czyjeś marzenia, za co dostajemy jeszcze psie pieniądze. I możecie myśleć, że jestem materialistą, ale mam nadzieję, że za chwilę wszystko jasno zobrazuję.

 

Pracujesz na kogoś, nie ktoś na Ciebie

Niby pracodawca Cię zatrudnia, tworzy warunki pracy i daje wynagrodzenie. Problem w tym, że to Ty pracujesz na jego chleb, a nie on na Twój. Czyli czysto teoretycznie, jest pracodawca któremu nabijasz pieniądze do sejfu, gdzie Ciebie nie stać nawet na skarbonkę, bo dostajesz za to grosze, że ktoś ma willę i oficjalnie zapracował sobie na to.

Błędne myślenie. Ludzie tacy jak Ty zapracowali na jego willę i basen, jego pracownicy pracują na to co ma w lodówce, a sami dostają za to naprawdę niewielką część, wręcz minimalną. Dlatego tradycyjną pracę nazywam wolontariatem, a gdy ktoś mnie pyta o zarobki w tradycyjnej firmie, odpowiadam, że wspomagam fundację charytatywną. W sumie śmiechem żartem taka jest prawda.

Zauważ jedną rzecz. Gdy pracujesz w sklepie lub zajmujesz się wysyłką. Przez cały dzień wyślesz 20-30 produktów do klientów szefa, które kosztują średnio 100-200 zł. Za tyle godzin pracy zarobisz raptem 100 zł. Można tutaj rozmawiać o podatkach, ubezpieczeniach i finansach jakie firma musi ponieść za wiele opłat. Tylko to nie zmienia faktu, że praca w obecnych czasach działa na zasadzie wyzyskiwania. To tak jakby dziecko cały dzień ciężko pracowało, a na koniec dnia dostało cukierka za to, że był grzeczny…

 

Z czasem dostajesz kopa w dupę!

Jeśli chodzi o pracę na etacie, nie specjalnie mamy wybór. Szukamy pracy, wysyłamy CV, chodzimy błaźnić się na rozmowach kwalifikacyjnych, aby na koniec usłyszeć ,,oddzwonimy”. Dlatego zwykle odpowiadam, że skontaktuję się z Panem/Panią gdy będę po kolejnych rozmowach. Zresztą zwykle to jest prawda. Gdy szukałem tradycyjnej pracy, wysyłałem mnóstwo Curriculum Vitae, więc rozmów było sporo, ale wybierałem te, podczas których rekrutujące osoby były kulturalne, pozytywne i nie traktowały mnie z wyższością.

Jeżeli chodzi o tego kopa w cztery litery. Możesz przepracować 20 lat w firmie, a ostatecznie wylecieć za mały błąd lub humory szefowej. Najlepsze jest to, że w praktyce nic Ci się nie należy, w rozumieniu pracodawcy. Zarabialiśmy, umowa została zakończona, więc w czym problem? Tak to widzą pracodawcy.

 

Jak zarabiać na czymś co się kocha?

Z tym pytaniem to nie do mnie. Szczerze mówiąc nie jestem w tym ekspertem ani przykładem, a przynajmniej się nie czuję w tym dobry. Dlatego starałem się docierać do ludzi sukcesu, aby przedstawić taką możliwość. W przygotowanej dla Was akcji ,,AKCJA BLOGERKA”, przedstawiliśmy sposoby, takie jak: udział w szkoleniach, praca nad sobą i umiejętnościami, szukanie ofert, ogłaszanie się w sieci, dzielenie się wiedzą za pomocą strony internetowej, bloga lub kanałów społecznościowych, itd.

Oczywiście najlepiej jest pracować na swoim i mieć z tego pieniądze, ale wtedy musimy liczyć się z jednym…

 

Ostatecznie lepiej być graczem niż pionkiem

Lepiej być szefem, niż mieć nad sobą szefa. Oczywiście plusem pracy na etacie jest fakt, że po skończonej pracy wracasz do domu i nic Cię nie obchodzi. Często przy prowadzeniu firmy, masz masę obowiązków i decyzji do podjęcia. Do tego dochodzą przepisy którym trzeba sprostać i wykonać przelewy, nawet gdy firma nie radzi sobie najlepiej.

Do tego dochodzi rekrutacja ludzi, sprawdzenie ich umiejętności i dostosowanie warunków do ich pracy. Możemy natknąć się na pracownika potrafiącego egzekwować swoje prawa, a wtedy nawet jeżeli jest pracownikiem nie przynoszącym zysku, może przynieść dodatkowe kłopoty.

Dlatego moim marzeniem od zawsze była praca w marketingu, a dokładnie przy social-mediach i utrzymywaniu kontaktu z klientem. Od zawsze chciałem rozwijać się w tym, uczyć jak najlepiej robić płatne kampanie, wykorzystywać portale społecznościowe i ich mechanizmy. Niestety w branży marketingowej liczą się kontakty, umiejętność rozpychania łokciami i inne cechy, których albo mi brakuje, albo po prostu nie ma w województwie, w którym mieszkam. Wciąż staram się rozwikłać tę zagadkę.

Kilka miesięcy temu zapytałem koleżankę o firmę ze wspólnikami. Odpowiedziała, że nigdy w życiu by się na coś takiego nie zdecydowała, ponieważ w razie upadku firmy idzie razem z nią na dno, a gdy inni rezygnują, mogłaby zostać z tym wszystkim sama. Poza tym firma z przyjaciółmi, znajomymi czy innymi osobami nie jest prostym zadaniem. Uznała, że może przybyć dla Niej więcej siwych włosów, niż korzyści z takiego pomysłu.

Osobiście jednak gdybym miał szansę stworzenia firmy z kimś komu ufam, nie wahałbym się, ponieważ uważam, że do najodważniejszych świat należy. Jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

Udostępnij dalej:
Autor: Patryk Tarachoń
Nazywam się Patryk i jestem blogerem. Treści artykułów opieram na prywatnych doświadczeniach oraz sytuacjach czerpanych z otaczającej codzienności. Często swoje wypowiedzi bazuję na doświadczeniach i spostrzeżeniach.