Gdzie na wakacje za granice z dziećmi tanio!

   Nasze marzenia są zależne od tego czy chcemy je spełnić, czy liczymy, aż jakimś cudem dojdą do skutku. Czasem wystarczy wziąć się w garść i postawić wszystko na jedną kartę. Tym razem porozmawiać z Wami chciałby młody człowiek, który potwierdza słowa ,,niemożliwe nie istnieje”. Poniższy wywiad jest niezwykle szczery, a odpowiedzi głębokie. Zostań do końca, Jego ambicja jest pozytywnie zaraźliwa!

Udowodnił jak spełniać marzenia

Każdy powie „ Ale jak to? Przecież to niebezpieczne”! Podróżowanie po krajach niekonwencjonalnym sposobem jakim jest autostop, nie jest zbyt rozsądne. Jednak gdy w grę wchodzą marzenia to nic nie stoi na przeszkodzie. Swoje spełnił bohater dzisiejszej rozmowy.
Tego niesamowitego czynu dokonał Sebastian Kołpak, który w wieku 17 lat po raz pierwszy, sam wyruszył na Słowację. Od dzieciństwa marzył o podróżowaniu i odkrywaniu tajemnic innych krajów. Twierdzi że dopóki jest szansa, powinien brać od życia jak najwięcej. Tak więc zwiedził 12 krajów mając w kieszeni 100 euro, a jego założenia (choć na początku tak odległe) stały się rzeczywistością. Nie brał ze sobą dużej sumy pieniędzy (100 euro gdzie jest to ok. 400 zł. będąc w Hiszpanii wydał zaledwie 50 euro). Dla kierowców którzy go podwozili dawał pocztówki z życzeniami i podziękowaniem.  W ciągu dwóch lat odwiedził pół Europy co nie tylko dla mnie było ogromnym zaskoczeniem. 

Autorem zdjęć jest Sebastian Kołpak z bloga Moja Trajektoria

Złapanie autostopu nie jest proste





W ilu konkretnie byłeś krajach jeżdżąc autostopem?


 – Już liczę, trochę tego było. Słowacja, Węgry, Czechy, Austria, Słowenia, Chorwacja, Włochy, Francja, Hiszpania, Niemcy, Serbia i w Szwecja gdzie poleciałem już samolotem, ale po niej poruszałem się stopem.

W jakim wieku i gdzie po raz pierwszy pojechałeś autostopem?


 – Mając 16 lat wybrałem się sam do Warszawy. Moja „studencka kieszeń” nie pozwalała mi na wiele szaleństwa, jedynie na zaspokajaniu drobnymi codziennych potrzeb. Jazda autobusem czy pociągiem za granicę była droga, więc wybrałem dość nietypowy transport czym był autostop. Moi rodzice bali się mnie puścić, ale w końcu ulegli moim prośbom gdy zauważyli, że bardzo mi na tym zależy. Mieli chyba przeczucie, że się w tym spełnię co oczywiście się stało, a Warszawa była tylko początkiem, takim ogniwem, który zapoczątkował moją podróż po innych krajach.
Dla tych którzy chcą podróżować i jest to ich pasją nic nie stanie na przeszkodzie, nawet pieniądze. Oglądając reklamy agencji turystycznych gdzie za nocleg, wyżywienie i bilety trzeba było zapłacić kosmiczne sumy. Wiele ludzi rezygnuje ze swoich marzeń, a nie ukrywajmy. Prawie każdy z nas chciałby choć odrobinę zwiedzić świat, i poznać inne kultury.


Autorem zdjęć jest Sebastian Kołpak z bloga Moja Trajektoria

Pocztówki potrzebne na miejscu






Podróżujesz głównie sam czy zdarzyło Ci się jeździć ze znajomymi?


 – Wolę podróżować w samotności, ale samemu czasem można zwariować. Jak załóżmy, siedzisz cztery godziny, łapiesz stopa gdzieś na stacji, słońce parzy cię w plecy, a do tego nie masz się do kogo odezwać. Zaczynasz świrować. Wtedy nucisz sobie jakieś piosenki, gadasz sam ze sobą. Zdecydowanie lepiej jest jeździć z kimś jest to zawsze jakieś towarzystwo. Możesz z tą osobą porozmawiać nawet na jakieś banalne tematy. Przy okazji uczysz się języka, ale przede wszystkim nie wariujesz.
Mimo to jest trudniej złapać stopa bo wiadomo są dwie osoby, a nie zawsze w samochodzie jest wystarczająco dużo miejsca. Ciężko się dogadać. Co robimy, co jemy, gdzie śpimy i gdzie jedziemy. Każdy woli co innego. Z Sylwią jednak tak nie było. Akurat Ona była dość otwarta na wszelkie propozycje i bardzo miło wspominam naszą podróż do Serbii.

Czy długo zajmują ci przygotowania do podróży?


 – Do mojej pierwszej wyprawy szykowałem się rok. Może nie dokładnie było to wyznaczanie sobie trasy czy to gdzie pójdę i co zwiedzę. Raczej było to motywowanie samego siebie, nakręcanie się, też przy okazji przygotowywałem rodziców na wiadomość o tym, że wyruszam do Słowacji. Plecak zacząłem pakować tydzień przed wyjazdem.

Jak wyjeżdżasz do innego kraju to zawsze bierzesz ze sobą mapę? Zdarzyło ci się poruszać za pomocą GPS czy raczej było to spontanicznie? Pytałeś ludzi o drogę do jakiegoś konkretnego miejsca?


 – Raczej nie kupuję specjalnie map przed wyjazdem. Czasem się zdarza, że na jakichś targach turystycznych dostałem kiedyś mapkę jakiegoś miejsca w które akurat się wybieram. To z satysfakcją biorę ze sobą i korzystam. Często drukuję jakieś fragmenty z Google Maps. Używam też darmowych ogólnodostępnych mapek z centrów informacji turystycznych w różnych miejscach. Czym się głównie kieruję, to różnie bywa. Niestety, dobrze się czuję jak mam działający w telefonie GPS, bo wiem co najmniej gdzie jestem, ale czasem nie mam takiej możliwości (np. do Austrii przyjechałem kiedyś bez żadnego telefonu przy sobie). Mapę dobrze jest mieć przede wszystkim w głowie. Bywało jednak często tak, że dawałem się ponieść i jechałem gdzie kciuk poniesie 🙂 Taki spontan, to jest dopiero przygoda.

Autorem zdjęć jest Sebastian Kołpak z bloga Moja Trajektoria

Fontanna w Serbii


Spotkało Cię coś niebezpiecznego?

 – Nic takiego poważnego nie było, małe epizody się zdarzały o których nie warto było wspominać. W Barcelonie spałem z bezdomnymi. W nocy około 3 podszedł do nas jakiś czarnoskóry mężczyzna i zaczął przy nas się dziwnie zachowywać jakby chciał nas okraść. Dobrze się skończyło bo bezdomni byli czujni i pogonili. Z bezdomnymi fajnie się spało ( śmiech ,,jak to w ogóle brzmi”) chodzi o to, że oni są przyzwyczajeni do takiego życia, a jakby nie patrzeć prowadzę podobny tryb życia gdy wyjeżdżam. Wtedy nie mam  swojego domu i nocuję gdzie tylko mogę. Z nimi mogłem czuć się najbezpieczniej, bo oni mają w tym doświadczenie. Ktoś powie, „o spał z bezdomnymi, się narażał”, a właśnie wręcz przeciwnie.

Gdzie najlepiej łapać stopa?


 – Stopa można łapać wszędzie, gdzie nie jest to niezgodne z przepisami (czyli na pewno nie na drogach szybkiego ruchu), oraz gdzie kierowca może się bezpiecznie zatrzymać. Sprawdzały mi się różne miejsca – przystanki, pobocza dróg, parkingi, przejścia graniczne, centra miast, totalne odludzia, parking podziemny w Wenecji… Jednak najbardziej uwielbiam stacje paliw. Włochy niby są okropne pod tym względem, a tam też jakoś się dało.

Autorem zdjęć jest Sebastian Kołpak z bloga Moja Trajektoria

Winnice na południu Francji

Gdzieś podobało Ci się najbardziej?


 – Ciężko powiedzieć. Podczas podróżowania autostopem nie przywiązujesz uwagi do piękna miejsc, tylko bardziej zwracasz uwagę na sytuacje. Załóżmy nawet takie spanie na stacji benzynowej gdzieś we Francji. Nie ma żadnego morza, żadnych gór, nic, tylko jest ta stacja. Ale gdy tak śpisz sobie, jest gorąco, bez śpiwora, bez namiotu, bez niczego, jesteś podekscytowany bo nie wiesz co jutro ci przyniesie dzień, gdzie się udasz, co cię spotka.

Są momenty które wspominasz najbardziej za którymi będziesz najbardziej tęsknił?

 – Tak wracając to zdaję mi się, że miejscem które było najbardziej wspaniałe to były….hmm…Alpy. Czujesz ich potęgę, czujesz jak cię przerastają. Są cudowne.



Planujesz kontynuować swoją pasję poza Europą?


 – Tak, po maturze się zacznie na szerszą skalę. Nie mam konkretnego planu na studia i pomyślałem, że zrobię sobie rok przerwy, a co będzie potem to nie wiem. Nie myślałem o niczym konkretnym na razie, ale chciałbym pojechać do Azji. Największym moim marzeniem jest Islandia mam bzika na punkcie tego kraju.

Zdarzyło Ci się chorować w czasie podróży czy też po niej?


 – O dziwo nie. Ale staram się być na to przygotowany. Biorę wtedy w podróż multum leków na wszystko co się da. Nigdy nie wiadomo co cię może spotkać. W trasie gdzieś zasłabnę, będę miał zatrucie czy też gorączkę, tego boję się najbardziej. Do tej pory spotykał mnie tylko ból gardła gdy obudzę się po nocy takiej na dziko, więc coś zawsze warto ze sobą mieć.

Autorem zdjęć jest Sebastian Kołpak z bloga Moja Trajektoria

Berlin Hauptbahnhof – główny dworzec kolejowy Berlina





A jak u Ciebie ze znajomością języków?


 – Bardzo lubię się ich uczyć. Jest to dla mnie takie odkrywanie magii. Kiedyś z nudów w pół godziny nauczyłem się cyrylicy rosyjskiej, w zasadzie tego alfabetu. I przydaje mi się do tej pory. Półgodziny nauki, a potem tylko praktykowanie. To jest fajne że potrafię zrozumieć coś czego wcześniej nie rozumiałem i się dogadać z coraz większą liczbą osób. Przeważnie zdarza mi się mieszać języki. Trochę angielskiego, przeplatane niemieckim, gdzie zdanie kończę na rosyjskim. Ale udaje mi się dogadać mimo takiej plątaniny.

Zdarzało ci się próbować tradycyjnych dań krajów w których byłeś?


 – Jak podróżuję to staram się oszczędzać. Idąc przez pole do Nitry na Słowacji po drodze najadłem się kukurydzą, mirabelkami czy pestkami słonecznika.We Włoszech rodzinkę którą złapałem na stopa, późnym popołudniem uznali, że dzisiaj nic już nie złapię, więc przygarnęli mnie do domu na noc.  Wieczorem zrobili takie typowe spaghetti. Mówili że to jest  nie prawda co mówią o tym daniu na świecie, że to inaczej się nazywa i przyrządza. Za to własnie bardzo lubię autostop. Możesz wszystkiego się dowiedzieć od środka. Bo co ci powie przewodnik, a co prawdziwy mieszkaniec, który żyje tym włoskim życiem na co dzień. Rodzinka którą spotkałem w Hiszpanii dała mi na drogę gaspaccio. We Słowacji jadłem brandzlowe paluszki. Nie pamiętam z czego to było zrobione, ale bardzo dobre.

Autorem zdjęć jest Sebastian Kołpak z bloga Moja Trajektoria

Nie zawsze jest czas na dokładne zwiedzianie


Mówił ci ktoś, że twoje marzenia są nierealnie? Miałeś chwilę zwątpienia czy to na pewno dobry pomysł na hobby?


 – Tak, ci, którzy mnie doskonale znają, słyszeli ode mnie już jako naprawdę małego dzieciaka, jakie to ja mam nienormalne plany na przyszłość i nierealne marzenia. Sam siebie uważałem za trochę stukniętego. Nawet miałem wątpliwości, czy coś ze mną jest nie tak, że mam takie dziwne marzenia. Pojechać przed siebie bez planu. To chyba wzięło się z tego, że zawsze chciałem uciec od tego co mnie trochę przybijało dookoła od dawna, od takiego przytłaczającego otoczenia. Dać się ponieść, odpłynąć, nie dać się związać tym wszystkim co mnie otaczało. Chciałem w siebie uwierzyć. Przy okazji udowodnić, że świat jest dla nas i możemy korzystać z tego wszystkiego, co nam dane. Bardziej ufałem przyszłości i światu, niż teraźniejszości i otoczeniu, które spadły na mnie jakoś z góry. Dlatego, mimo tego co mówili nawet najbliżsi (głównie nie brali po prostu tego nawet na poważnie), wiedziałem co chciałem i jakoś do tego pewnego dnia dobrnąłem. I to postawiło mnie na nogi. Może to proste, ale warto jest wierzyć w siebie i spełniać swoje nawet najbardziej nienormalne marzenia.

Wspomniałeś o prelekcji, którą przygotowała dla ciebie nauczycielka. Opowiadałeś na żywo dla licznej grupy o swoich przygodach?


 – Parę razy się zdarzyło. Marzyłem by coś takiego zrobić. Chodziłem na równe prelekcje gdzie inni podróżnicy prezentowali swoje przeżycia i zawsze chciałem zrobić coś podobnego jako młody człowiek. Pomogła mi w tym moja była nauczycielka od turystyki, która uczyła mnie w pierwszej klasie. Napisała do mnie pewnego dnia wiadomość gdy przeczytała moje posty na blogu. Czy nie chce poprowadzić lekcji w klasie pierwszej hotelarskiej w ekonomiku. Nie lada wyzwanie było przede mną . Po tym występie nabrałem takiej wielkiej motywacji by w tym kierunku działać. Znajomy z Rzeszowa wkręcił mnie w przygotowanie warsztatów właśnie o podróży. Polegało to na wygłoszeniu konferencji fundacji. którą jest założycielem. Cudem natrafiłem na niego w internecie, poznaliśmy i zapytał czy nie chciałbym poprowadzić takich warsztatów. Ludzie po konferencji mogli wybrać warsztat w którym chcą uczestniczyć. Na moim warsztacie były dwie grupy po dwadzieścia- trzydzieści osób. Dopiero jednak po prezentacji ludzie zaczęli do mnie pisać na Facebooku, że bardzo się im to podobało, że jak ja to robię. Nawet po prezentacji zostało kilka osób by porozmawiać ze mną w cztery oczy i wtedy poczułem, że to jest to co chcę robić i że się w tym spełniam. W szkole też zdarzały mi się epizody. To jest śmieszne bo jak wracam z jakiejś podróży to nauczyciele na każdej lekcji mnie odpytują co i jak? To zawsze klasa pod koniec takiego dnia ma już dosyć, bo każdemu nauczycielowi mówię w zasadzie to samo. W szkole jestem znany z tej jednej rzeczy.

Autorem zdjęć jest Sebastian Kołpak z bloga Moja Trajektoria

 Plac Św. Marka, Bazylika Św. Marka i Dzwonnica Św. Marka w Wenecji 

Skąd pomysł by założyć bloga?


 – Założyłem go głównie dla siebie, bo chciałem gdzieś spisywać swoje przygody by prowadzić swoisty pamiętnik. Nie koniecznie na bieżąco, bo nigdy nie ma na to czasu. Stwierdziłem też, że rodzina mogłaby czytać na bieżąco co się u mnie dzieje. Potem ludzie zaczęli to znajdować i się trochę rozkręciło.
Nigdy nie jest za późno ani za wcześnie by spełniać swoje marzenia. Jedyne co trzeba zrobić to podnieść się z fotela i to po prostu zrobić. Człowiek czuje się wtedy dowartościowany i usatysfakcjonowany tym, że coś osiągnął w życiu.




Czego nauczyło cię podróżowanie? Pomogły ci poznać swoje słabe i mocne strony?


 – Podróżowanie przede wszystkim dało mi odnalezienie jakiejś podstawy siebie. Bardzo ważnej podstawy. Na niej się opieram i mogę iść dalej. Wszystkich rzeczy, których mnie ten styl życia nauczył, nie sposób jest wymienić. To raczej temat na naprawdę długą rozmowę. Jakbym miał tak w skrócie – podróż to jest naprawdę niezła lekcja życia. 

Autorem zdjęć jest Sebastian Kołpak z bloga Moja Trajektoria

Widok na Alpy


” Aż w końcu ukazały się mym oczom potężne góry, które z początku jeszcze nieśmiało przebijały się przez chmury i mgłę. Niesamowicie poczułem potęgę tych Alp, które wydają się być tutaj od zawsze i panować. A sam poczułem się jak taki malutki ludzik. Człowiek – gatunek który próbuje zawojować świat i okiełznać przyrodę. Tutaj te olbrzymy, wystające ponad chmury, zdają się pokazywać, kto tu tak naprawdę rządzi. ”                        

,,To może do Serbii” (wideo z podróży)



Wystarczy dążyć do celu

Na koniec chciałabym dodać, że ten młody chłopak pokazuje jak w każdym wieku można spełniać swoje marzenia. Bez względu na ilość pieniędzy lub z jakiej jesteśmy rodziny. Zawsze możemy spełniać swoje pasje jeżeli tylko mamy na to odwagę i zaangażowanie by osiągnąć swój cel. Wystarczy stanąć przed lustrem, spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć ,,w tym momencie Przygotuj się na Start”!

Jeżeli masz pytania do Sebastiana, możesz porozmawiać z nim za pośrednictwem jego bloga, oraz mediów społecznościowych. Adres pozostawiam poniżej, oraz zapraszam do komentowania. Twoja wypowiedź może zmotywować nie tylko innych, ale również mnie. 😉

Nie zapomnij zajrzeć tutaj! 🙂


>>> Dlaczego warto jechać nad jezioro [RELACJE]


>>> Wolontariat dobrym wyborem [WIDEO]


>>> Czy możliwe zapomnieć o historii [WYWIAD]


>>> Gołdap nie tylko uzdrowiskowy [PODRÓŻE]


>>> Powiem Ci na uszko [PRZEMYŚLENIA]

Dołącz do grupy, już czekamy!

Udostępnij dalej:
Czas czytania: 14 min
Jak blogerzy wspierają potrzebujących

   Od dawna pragnąłem pisać dla Was o osobach przykładnych, lub takich które pragną cokolwiek zmienić. Nie jest łatwo, zwłaszcza w tak mało tolerancyjnym kraju jak nasz. Swego czasu pisałem dla Was o wolontariacie, do którego zostałem wciągnięty zupełnym przypadkiem. Opisywałem z jakich powodów warto brać udział w takich akcjach, co można ciekawego zobaczyć i jak czułem się po dniu wśród innych wolontariuszy. Dzisiaj dla odmiany poznacie Agatę Jankowską, która łącząc codzienne obowiązki i szkołę, znalazła również czas dla innych. Nie biorąc za to żadnych pieniędzy, robiąc coś bez zysku.

Jest zdania, że warto pomagać

Odkąd pamięta lubiła pomagać. Poświęcanie własnego czasu może i było czasem nie na rękę, natomiast później czuła spełnienie gdy wracała do domu. W szkolnym zespole , czy dowożąc karmę do schroniska. Swoje wsparcie dla innych tłumaczy wrażliwością, a może zwyczajnie ze zwykłego współczucia innym. Raz dużo słabszym i bardziej potrzebującym, innym z potrzeby wyciągnięcia ręki drugiemu człowiekowi. Mówi, że w domu nigdy niczego Jej nie brakowało. Nie chodziła w podartych ubraniach, nigdy nie doznała głodu czy pragnienia. Od rodziców i najbliższych zawsze otrzymywała pomoc, czuje się otoczona miłością. Uznała, iż własnie ten dosyt tego wszystkiego przyczynił się do tego podejścia, które kształtowało się dosyć długo.

Z czasem chciała robić więcej

Założyła również bloga, z myślą, aby to co chcę robić, pozytywnie zarażało innych. W pewnym czasie stwierdziła, iż skoro ma już zasięg w internecie, mogłaby stworzyć coś, co miałoby na celu przenieść się na świat realny.
,,Czemu mam pisać tylko o ubraniach, kosmetykach czy wycieczkach? Chyba warto czasem pisać o czymś, co wniesie coś ważnego do życia czytelników„. – Agata

Pierwszą akcję stworzyła przed świętami Bożego Narodzenia w 2015 roku. Przyznaje jak bardzo bała się jak odbiorą to inni blogerzy.
Akcja była przeznaczona dla dzieci z domów dziecka. Przyznała szczerze. Większość z nas czas świąt spędza w gronie najbliższych osób. Rodziców, dziadków, rodzeństwa, wujostwa i kuzynostwa. Te dzieci mają na ogół tylko siebie. Czy to nie jest przykre? Oczywiście. Ja, Ty, ona ani on nie zastąpimy im miłości rodzicielskiej, jednakże możemy pokazać, że na świecie jest milion innych osób, które są gotowe wspierać i pamiętać o ich istnieniu.

Nie wymagała od blogerów, żeby kupowali najnowszy sprzęt. Razem z liczną grupą twórców napisali teksty, żeby zachęcić innych do wzięcia udziału akcji. Zajęła się napisaniem e-mail do domów dziecka, z prośbą o ich adresy i zawiadomiła, że dostaną coś od nas..
Tym czymś były zrobione lub kupione kartki świąteczne. Napisane piosenki, wiersze, opowiadania. Wszystkie adresy umieściła na specjalnej grupie w Facebooku, która była temu przeznaczona.



Dlaczego warto dołączyć do akcji!

Grupa dalej istnieje i czeka na kolejne tego typu działania.
Organizowanie tego wszystkiego, wyszukanie tych domów dziecka, wysłanie, oraz odczytanie wiadomości zwrotnych i czuwanie nad poprawnym przebiegiem akcji, było dla Agaty bardzo trudne. Domyślam się, jak bardzo musiała być za to wszystko odpowiedzialna. Stresowała się czy uda się, czy ktoś w ogóle weźmie w tym udział, nie zostawiając z tym wszystkim samej. Zajęło to kilka nieprzespanych nocy, dużo poświecenia i zaangażowania, nie tylko ze strony organizatorki. Również osób, którzy brali w tym wszystkim udział.
Zorganizowanie wszystkiego na czas zajęło około miesiąc, ale jak mówi, było warto. Niektóre domy dziecka odpisały, że dzieciaki były niezwykle szczęśliwe!

 – ,,Nawet nie wiecie ile to sprawiło nam przyjemności. Nagle te nieprzespane noce wydały się niczym przy świadomości, jak bardzo te dzieci się uśmiechały i cieszyły.
Przyrzekłam sobie wtedy, że takich akcji będę tworzyła więcej. Już w tej chwili trwa „w poszukiwaniu szczęścia”, a w mojej głowie jest milion innych pomysłów.
Szczerze Wam powiem, warto pomagać! Mamy z tego ogrom satysfakcji, radości i uśmiechu.
Pomoc to nie tylko obdarzenie kogoś pieniędzmi, czy innymi rzeczami materialnymi. Pomoc to przede wszystkim pokazanie komuś, że może na nas liczyć, że gdy przyjdzie z problemem, nie powiemy „idź sobie”, a przynajmniej wysłuchamy i w miarę możliwości doradzimy.
Zaczynajmy od prostych rzeczy. Podarujmy komuś uśmiech. To sprawia wiele radości.
Nie zamykajmy się na innych ludzi, bo nigdy nie wiadomo, kiedy to my będziemy potrzebować pomocy. Chciałabym jeszcze podziękować bardzo Patrykowi za możliwość wspólnego napisania tego artykułu i przestawienia mojej największej pasji 
„. – kilka słów od Agaty do Was.

Mały gest, a dużo może

Czasem spotykam się z nakręconymi, pełnymi energii wolontariuszami. Odrzucają tym jak się zachowują, ale w tym przypadku jest inaczej. Agata robi kawał dobrej roboty, jestem pełny podziwu dla Niej i reszty osób które biorą udział w tym projekcie. Zwyczajnie dają uśmiech, a jeżeli nie wierzysz w to jak jest w domach dziecka, czy nawet domach opieki. Wystarczy odwiedzić kogoś w takim miejscu. Z pewnością ktoś obok Ciebie zna dzieciaki czy osoby starsze pozostawione same sobie. Jeżeli się boisz, idź do szpitala na oddział seniorów chorych na Alzheimer. Cieszę się, że znasz ten tekst w całości, więc chciałbym zaproponować Ci zapoznanie się z grupą o której mówimy. W tym roku sam postaram się przygotować jakąś porządną kartkę, zaprosić do pomocy znajomych, może nawet rodzinę. Ten niewielki krok z Twojej strony, może ucieszyć jedną, a nawet kilka osób. Coś co jest bezcenne, kosztuje najwięcej radości.

Link do grupy na Facebooku

Czekam na Twój komentarz i jak zwykle zapraszam do kilku podobnych tekstów wartych przeczytania. Wródź aby wziąć udział w dalszej dyskusji! 😉

Udostępnij dalej:
Czas czytania: 5 min
Blogowigilia czyli bloger i youtuber nie tylko w Internecie

   Największe w Polsce świąteczne spotkanie twórców internetowych już za nami! Od pięciu lat dla wielu blogerów, grudzień to nie tylko czas pełny kończenia tekstów, zamykania odkładanych spraw, przygotowań do świąt oraz nowego roku. Stary rok warto zakończyć bogatymi wspomnieniami i uśmiechem. Przygotowania do Bożego Narodzenia jest czasem niezwykłym, a spotkanie przed nimi ze znajomymi blogerami sprawia, że ostatni miesiąc roku jest jeszcze piękniejszy. Jak było na piątym zjeździe ludzi robiących internety? Koniecznie zostań do końca! 🙂

Czuć święta, ale inaczej
Blogowigilia to jedyne znane mi wydarzenie zrzeszający blogerów i youtuberów z całego kraju. Jak przy wigilijnym stole z rodziną, tak tutaj wszyscy powinni czuć się dobrze i pewnie. Nie zauważyłem, aby było inaczej. Poza rozmowami, poznaniem z nieznanymi nam twórcami, mogliśmy brać udział w wielu interesujących akcjach, konkursach oraz próbować wielu smakołyków.

Czas magiczny
Bloger jest jak każdy inny normalny człowiek, więc tematy o polityce czy rodzinie się przetaczają. Nie brakuje również dyskusji o swoich blogach, postach, artykułach, filmach, książkach, współpracach czy wielu innych tematach. 
Można spotkać swoich ulubieńców, znajomych. Porozmawiać z nimi w końcu w cztery oczy, a nie tylko online tak jak przez Twittery czy Facebooki. 😉
Atmosfera jest tak przyjazna, że trudno tam o jakikolwiek spór czy zgrzyt. Każdy z każdym (czy zna wiele lat, lub kilka minut) rozmawia jakby nie od dziś. 
Organizacja wyglądała tak, że każdy przywiózł coś od siebie. Domowe potrawy, kupione ciasta czy kompot babcinego przepisu. Pisanie to nie tylko atut naszych polskich artystów internetowych. Nawet ci nie związani z gastronomią, wykazali się talentem kulinarnym. Spotkanie miało miejsce w Warszawie 10 grudnia i chociaż nazwa miesiąca wskazuje na zimny, w ciągu dnia było ok. 10⁰C, a jedyną przeszkodą był deszcz który padał przez cały dzień. O tym możesz przeczytać pod linkiem niżej.
Udział w akcjach-atrakcjach (nie)obowiązkowy
Przy okazji eventu, we współpracy Szlachetnej Paczki z Milką, mogliśmy wspólnie pakować prezenty dla dzieciaków. To jednak nie wszystko! Moje założenie dotyczące zrobienia spóźnionego prezentu Mikołajkowego dla mamy doczekało happy end’u! Wraz z autorką bloga Twoje DIY (Kasia Ogórek) oraz Pauliną (Wymiarrowa) udekorowaliśmy Gwiazdę Betlejemską. Mama była zachwycona, a ja dumny, że mogłem wspólnie popracować z Kasią.

Ośrodek wypoczynkowy Polanka częstowała regionalnymi nalewkami pieczołowicie przygotowanymi przez babcie z regionu świętokrzyskiego. Natomiast #JavaCoffee przygotowała pokaz parzenia jednej kawy trzema różnymi sposobami. Warsztaty z parzenia dripów zostały zakończone konkursem których było do wyboru kilka podczas wieczoru.

Choinkomat.pl udekorował salę. Podczas Blogowigilii instagramowe zdjęcia opatrzone hashtagiem #blogowigilia były drukowane przez SocialDruk.
Ania Korzeniowska poprowadziła warsztaty zumby! Każdy mógł spróbować “kocich ruchów” pod okiem pełnej pasji instruktorki.
O godz. 22.00 parkietem zawładną DJ i jego imprezowa muza.

Czas się wziąć za święta w domu i zbliżający się sylwester

Niestety Blogowigilia musiała się zakończyć. Mimo to bardzo dziękujemy organizatorkom (Ilonie Patro i Annie Samsonowicz) wszystkim za wspólne pogaduchy, zabawy i inspiracje na przyszły rok. Za masę zdjęć które m.in. pojawiły się tutaj na blogu, jak również w naszych mediach społecznościowych. Dla nas nieco wcześniej, bowiem wraz z Wymiarrową musieliśmy zdążyć na bus do Białegostoku, dlatego tuż przed 22:00 już nie mogliśmy uczestniczyć w dalszej zabawie.

>>> Jeśli chcesz zobaczyć jak było w 2017 roku, zajrzyj do ,,Jak wyglądała Blogowigilia 2017„!

   Z tego powodu (korzystając z okazji) również dla Niej dziękuję za pomoc przy blogu przez miniony rok, wspólną podróż na Blogowigilię i cierpliwość do mnie. Dziękuję dla Bartosza Rozwadowskiego który podrzucił pomysł spotkania się właśnie tutaj. Chłopie równy z Ciebie gość! Trzymam słowo à propos częstszego publikowania na blogu. Jeżeli kogoś pominąłem, przepraszam. Zwyczajnie dużo się działo.


Tak było w 2016 roku i liczę, że kiedyś powtórzę ten wieczór. 😀 Oczywiście miłe komentarze mile widziane! Sprawdź jak było w 2017!

Udostępnij dalej:
Czas czytania: 4 min
Objawy i syndrom odrzucenia!

   To niezwykle
przykre gdy młoda osoba przechodzi przez coś, co Ty kiedyś. Najgorsza jest
bezradność, gdy nie jesteś wstanie pomóc tak jak oczekuje tego ktoś, kto
pierwszy raz spotkał się z ludzką złośliwością.
   Dostałem wiadomość od
dziewczynki uczęszczającej do podstawówki z prośbą, abym zrobił cokolwiek z
klasą do której chodzi, ponieważ nie chce być odtrącana, obgadywana i wyzywana.
Ułożyłem to sobie w głowie i przyznam szczerze, że trudno jest sobie z tym
poradzić. Wiecie, że nawet dorośli przez to przechodzą? Emeryci również? Każdy
z nas może być odtrącony, a dlaczego?


Za co nas nie lubią
   Najważniejsze w takiej sytuacji to nie wkurzać się na
innych, nie obwiniać za to co się dzieje. Bywa jednak tak iż powodem tego jak
nas traktują są szczegóły mówiące za tym aby nas odtrącić. Czasem jesteśmy zbyt
przemądrzali, wyniośli i zbyt pewni siebie. Każdy dzieciak chce być dorosłym
naśladując swoich dziadków, wujostwo czy rodziców.

   Nasz wzrok, gesty też mogą
rówieśników odtrącać. Młodemu człowiekowi jest łatwiej, ponieważ ma jeszcze
czas zmienić coś w sobie. Dorosły człowiek, a tym bardziej senior jeżeli jest
zrzędliwy, nieprzyjemny lub zwyczajnie wścibski, sam na siebie sprowadza taki
los.

   Jednak gdy jesteśmy normalni, ułożeni i kulturalni. Nikogo
nie odtrącamy, zawsze wysłuchamy, porozmawiamy i zrozumiemy. Potrafimy rozbawić
nie przejmując się przy tym co o nas pomyślą, rzeczywiście jest inaczej. W
sytuacji gdy jesteśmy w porządku, nie robimy nic co mogłoby mówić przeciwko
nam, trudniej jest poradzić sobie z bandą starającą się zrobić wszystko abyśmy
byli nieszczęśliwi.
   Grupy działają tak, że zawsze kilka osób jest najbardziej
lubianych. W mniejszych może być nawet jedna. Takim osobnikom reszta stara się
przypodobać, albo uważa się za takich jak oni. Dlatego często dla świra
uważającego innych za debili lepiej nie podpaść. Stare mądre przysłowie mówi
,,lepiej z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć”.

   Gdy jesteśmy oryginalni, wyjątkowi,
a reszta identyczna, nie powinny nas dziwić ich reakcje. Cały czas będziemy nie
tak się zachowywać uśmiechać, mówić, patrzeć, myśleć, nawet oddychać.
Przeszkadzamy tym którzy chcą abyśmy byli jak oni. My tego nie potrafimy pojąć,
ponieważ  nie chcemy nikogo udawać. Często
jesteśmy kosztem tego bardziej kreatywni i mamy więcej wartości.

Co można zrobić
   Na początku warto poznać źródło problemu. Jest to ryzykowne,
ale możliwe. W każdej grupce jest ktoś kto nawet do nich nie pasuje. Robi
wszystko aby się upodobnić, ale nawet taki członek nie czuje się najlepiej.
Nawet gdy tego nie widać, tak jest. Jeśli nie potrafimy sami znaleźć powodu
naszego odtrącenia, warto z takim kimś zagadać gdy będzie sam. W szkole, czy
pracy spytać, czy nie moglibyśmy wyjść gdzieś razem i zamienić kilka słów.

   Dużo
bezpieczniej jest trafić na moment w neutralnym miejscu, aby wysłuchać szczerze
co się o nas myśli. Nigdy nie pisać wiadomości, nie dzwonić. To dużo bardziej
może być wykorzystane przeciwko nam. Najgorsze jest nie spróbować i uważać
dalszym ciągu innych za gorszych od siebie.

   Jeżeli nas wybrano na kozła ofiarnego, powód do wyzwisk,
wyśmiewania, w jednej sytuacji może pomóc bójka ‘’na garażach”, innym pocisk za
pocisk, a jeszcze w innym wypadku zmiana placówki w której mam miejsce zajście.
   Jeśli nic nie pomaga, warto się zaprzyjaźnić ludźmi o
podobnej sytuacji. W grupie raźniej, można razem wychodzić, imprezować i odciąć
się od osób nie wartych naszego czasu, a tym bardziej zaprzątania sobie nimi
głowy.

Jeżeli w dalszym ciągu masz problem, odezwij się do mnie w
komentarzu czy prywatnie. Chętnie porozmawiam. J Póki co, zapraszam do
treści o podobnej tematyce. Nie jesteś jedyną osobą przechodzącą przez to
piekło, pamiętaj! 😉







Udostępnij dalej:
Czas czytania: 4 min
Zwiedzanie Warszawy w dwa dni?

   Od małego zawsze marzyłam o podróżowaniu. Czy to po Polsce czy do innych krajów. Gdy natrafiła się okazja pojechania do Warszawy nie zastanawialiśmy się zbyt długo i od razu ustaliliśmy czy to będzie pociąg czy bus.
   Podróżowanie daje nam poczucie odmiany od codzienności. Każdy wyjazd jest inny, aktywny i wymaga myślenia, co nie skreśla kogoś kto słabo orientuje się w terenie. Dlaczego spontaniczne wyjazdy udają się najlepiej?

Spontaniczny czy zaplanowany?

    Zanim jednak odpowiem, chciałabym nieco opowiedzieć o naszym dniu w Warszawie. Wyjazd był nieco spontaniczny. Pojechaliśmy do stolicy ze względu na Blogowigilię o której słyszałam już w ubiegłym roku.

   Choć dopiero teraz udało się nam wszystko zorganizować, nie było wcale tak łatwo. Szybko wraz z chłopakiem kupiłam bilety na pociąg i autokar, spakowałam plecak i w sobotę wyruszyliśmy z samego rana aby jeszcze pozwiedzać stolicę. Z wycieczką nie zawsze wszystko zobaczysz, a we własnym gronie, możesz dostosowywać tępo, sugerować miejsca w które pójdziecie czy odpocząć kiedy tylko tego potrzebujesz.

   Do stolicy pojechaliśmy pociągiem. Niestety pogoda nam nie dopisała. Cały dzień było deszczowo, ale to nie zniechęcało by chociaż w niewielkim stopniu zwiedzić miasto.
   Na szczycie naszej liście był Pałac Kultury i Nauki oraz Złote Tarasy. Zbliżając się do Warszawy Centralnej, gdzie mieliśmy wysiąść zastanawialiśmy się gdzie iść najpierw. Po wyjściu z dworca okazało się, że Pałac Kultury mamy po prawej, a Złote Tarasy tuż obok po lewej.

   To nie był do końca spontaniczny wypad. Zaplanowaliśmy go tydzień wcześniej i na ten jeden dzień nie braliśmy dużo rzeczy ze sobą. Tylko te najpotrzebniejsze. Natomiast jak to w spontanicznych podróżach bywa, wszystko zaplanowaliśmy dopiero gdy ruszyliśmy z dworca. Następnie bez pośpiechu poszliśmy w miejsca, które chcieliśmy zobaczyć na pewno, wykluczając punkty niespecjalnie ciekawe.

   Poza tym dużo zabawniej jest zrobić coś „na spontanie”. Podróżowanie jest świetną sprawą. Możesz o tym przeczytać w wywiadzie z Sebastianem Kołpakiem, który znajdziesz w linku poniżej.

>>> Spełniając marzenie o podróżowaniu [WYWIAD]




Zwiedzanie czas zacząć 

   Udaliśmy się najpierw do Złotych Tarasów. Zdziwiłam się gdy zobaczyłam, że chodzi tutaj o centrum handlowe. Kiedyś gdy usłyszałam tę nazwę myślałam, że chodzi o długą ulicę na starym mieście wzdłuż której były restauracje i kawiarnie, a przed nimi w donicach kwiaty. Moja wyobraźnia zwykle tworzy różne obrazy, natomiast to było zwyczajnie dla mnie odmienne.

   Niestety moje wyobrażenie się nie spełniło. W momencie gdy weszliśmy do budynku galerii naparł na nas tłum ludzi. Trzeba było się przepychać łokciami, ponieważ inaczej nie było możliwości przejścia. Słyszeliśmy francuski, niemiecki, rosyjski, ukraiński, hiszpański, natomiast cudem było dosłyszeć się polskiego. Budynek wewnątrz był ładny, lecz dość przekombinowany.

   Następnie poszliśmy do Pałacu Kultury i Nauki. Pierwsze wejście zaprowadziło nas do muzeum. Przez drugie trafiliśmy na kiermasz w małym pomieszczeniu, gdzie ludzie na stoiskach rozłożyli przeróżne rzeczy przedmioty. Z butelek plastikowych mężczyzna tworzył naczynia, a kobieta sprzedawała materiały ozdobione wzorami łowieckimi. Chcieliśmy też zajść na pokaz nowych technologii ale okazało wymagany był bilet.

   Komercja zawsze i wszędzie. Następne drzwi zaprowadziły do kasy gdzie można było kupić bilety na wieże widokową. Zrezygnowaliśmy z tego powodu ze względu na pogodę. Budynek jest ogromny i zbudowany w stylu socrealistycznym, mój chłopak stwierdził jednak go za wstrętny. Wieczorem podświetlany jest zielonym światłem. Wtedy wygląda jak z horroru. W pałacu kultury jest 3288 pomieszczeń i jeżeli w każdym spędzić chodź dobę zajęłoby to 9 lat. Taka informacja pisała na jednych z drzwi.


   Następnym naszym celem były Łazienki Królewskie. Aby się do nich dostać musieliśmy podjechać komunikacją miejską. Pomógł nam jeden z kierowców autobusów gdy zobaczył jak kręcimy się po przystanku nie wiedząc co robić. Powiedział Patrykowi byśmy podjechali z nim pod Muzeum Narodowe, a stamtąd (z ulicy Nowy Świat) wsiąść w jakikolwiek autobus jadący w kierunku ogrodów.

   Po wyjściu z autobusy zobaczyłam palmę na środku skrzyżowania i niby nic, ale u nas w Białymstoku jedynie żywotniki można podziwiać gdziekolwiek się udamy. Oczywiście żartuję, ale mimo to zdziwiła mnie.

   Łazienki są parkiem o dużej powierzchni. Podzielony na m.in. ogród chiński, królewski, modernistyczny. Najlepiej zwiedzać jest go latem albo wiosną gdy wszystkie rośliny kwitną. W czasie jesieni i zimy traci swój urok.

   Choć po tym jak dziesięć minut mieliśmy już dosyć oglądania drzew i trawników, ujrzeliśmy ogród chiński po czym niemal do niego pobiegliśmy.
Bardzo chcieliśmy też zajrzeć do ogrodu botanicznego, lecz okazało się, że jest zamknięty o tej porze roku. Byliśmy już zmęczeni i przemoczeni, więc wsiedliśmy w pierwszy lepszy autobus i wróciliśmy do Złotych Tarasów.

Czy warto było się zorganizować

   Oczywiście epicentrum podróży dotyczyło spotkania z blogerami i twórcami internetowymi na Blogowigilii. Warszawę wspominam bardzo miło. Szkoda, że pogoda nam nie dopisała, przez co nie zwiedziliśmy wszystkiego.

   Następnym razem (już wiosną, a nie w grudniu) postaram się odwiedzić ogród Saski, ogrody na Bibliotece Uniwersyteckiej oraz plac Zamku Królewskiego. Jak już wspominałam, człowiek nie siedzi bezczynnie. Może na spokojnie odwiedzić miejsca w których nigdy nie był, poznać przechodniów, a przede wszystkim przywieść ze sobą wspomnienia.

>>> Blogowigilia 2016 – jak było [czytaj dalej…] 🙂

Dzięki za odwiedziny, miło było Cię zobaczyć. 😉 Na koniec proszę o ciepły komentarz i zapraszam do tekstów które uprzejmie polecam Ci. 😀


>>> Warszawskie ogrody w soczewce [ZDJĘCIA]


>>> Gdzie wybrać się z rodziną [PORADA]


>>> Za co cenię podlaskie Kiermusy [RELACJE]


>>> Dlaczego warto pomagać [WOLONTARIAT]

Udostępnij dalej:
Czas czytania: 6 min